Obudziła się w jakimś ciasnym, ciemnym miejscu, w którym trudno było oddychać. Pierwsze co przyszło jej do głowy, to to, że te czubki zakopały ją żywcem, ale to wydawało się nieprawdopodobne, po za tym nie czuła zapachu ziemi. Próbowała rozeznać się, gdzie się znajduje.
Jedyne co pamiętała to grupa ludzi, która zaskoczyła ją w chatce. Tylko co oni od niej chcieli? Przypomniała sobie, że to coś związanego z jedzeniem, ale brak dopływu prawidłowej ilości tlenu nie pozwalał jej dobrze się zastanowić.
"Potrzeba tlenu!
Tlenu!
Tlenu...
Tylko nie trać przytomności!"
Tylko o tym mogła myśleć. No i o odrobinie wody, która da ukojenie jej spierzchniętym wargom, opuchniętemu językowi i ściśniętemu gardłu.
Nie! To może poczekać. Teraz bardziej potrzebne jest świeże powietrze.
Skądś dochodziło, ale było go za mało .Zaczęła powoli przesuwać dłońmi po ścianach pomieszczenia. Były z jakiegoś metalu, niezbyt grubego, ale szanse na przebicie się były nikłe. Nagle natrafiła na podłużną, wąską szparę, przez którą wlatywało powietrze. Kawałek wyżej natrafiła na jakiś występek. Zamek!
Pojęła już gdzie się znajduje - w bagażniku. Lecz to odkrycie nie pocieszyło jej zbytnio. Jak na razie postanowiła nie uderzać w pokrywę, ponieważ może się odkształcić i zablokować się tak, że już nigdy się stąd nie wydostanie. Poza tym na tej bezsensownej walce traciła tylko siły.
Zaczęła przeszukiwać bagażnik w postaci jakiś narzędzi, które umożliwiłyby jej dostanie się do większej ilości powietrza.
Po bezowocnych poszukiwaniach ułożyła się na boku i przycisnęła twarz do wąskiego otworu. Nie zdało się to jednak na wiele, gdyż po paru minutach zemdlała.
***
Poczuła bolesne trzaśnięcie w twarz. Wyrwało jej się ciche jęknięcie. Powoli otworzyła oczy. Zobaczyła przed sobą dwóch wpatrujących się w nią mężczyzn. Natychmiast zerwała się z krzesła w próbie ucieczki. Niestety nie był to dobry pomysł. Uśpione mięśnie nie utrzymały jej ciężaru i zachwiała się, a następnie w odpowiedzi dostała kopniaka w brzuch od bliższego mężczyzny. Osunęła się na ziemię i podciągnęła kolana do klatki piersiowej. Napastnik podszedł do niej i chwycił za włosy podciągając jej głowę w górę tak, że znajdowała się centymetry od jego twarzy.
-Nie próbuj więcej - wysyczał z wyraźnym akcentem, po czym puścił ją.
Skinął na swojego towarzysza, a ten uniósł dziewczynę i usadowił na krześle.
-Zajmij się nią! - rozkazał i wyszedł.
-Gdzie jestem? - wychrypiała po chwili.
-Niedaleko Łodzi, w przybudówce chatki w lesie - oznajmił nieznajomy zbliżając się z miseczką.
Dziewczyna próbowała jak najbardziej się odsunąć od nieznajomego.
-Spokojnie, nic Ci nie zrobię, chcę tylko przemyć rany.
Ada pozwoliła oczyścić sobie twarz i od razu przeszła do pytań.
-Kim jesteście? Czego ode mnie chcecie? Dlaczego mnie nie puścicie? Co wam zrobiłam?
-Ciii...nie tak głośno, mogą nas pilnować - odpowiedział stanowczo - Jestem Dimitri Worobiow. Osobnik, który Cię przed chwilą bił to był Rudolph Aliyev, radzę z nim nie zaczynać, jest bardzo agresywny. Jesteśmy w piętnastoosobowej grupie, która tutaj się zatrzymała. Zmierzamy do Oleśnicy. Szef naszej bandy Leonard Tulski ma zamiar wykorzystywać Cię jako źródło jedzenia. Będziesz niewolnicą od najgorszych i najbardziej ryzykownych robót. Jak na razie chcą Cię postawić na nogi. Radzę się nie wychylać, milczeć i śmiać się z żartów członków grupy. Może dzięki temu jeszcze trochę pożyjesz względnie bez cierpienia. A zapomniałbym, nie próbuj dobrze wyglądać i pachnieć, bo mogą Cię przez to spotkać niezbyt przyjemne rozkazy ze strony mężczyzn. Jeśli jednak zdarzy się, że któryś z nich będzie chciał Cię zabrać do swojego posłania, nie protestuj. To tylko pogorszy sprawę.
Dziewczyna oniemiała. Nie miała pojęcia jak można być tak okrutnym, żeby pozwalać na takie zachowanie, jak można tak wykorzystywać ludzi i jak ta grupa trzyma się razem, ale jedno nie dawało jej spokoju. Dlaczego jeden z członków tego szalonego gangu pomaga jej, wtajemnicza w zasady działania grupy i daje rady jak unikać nie miłych sytuacji. Spojrzała na niego chcąc spytać go o jego intencję, ale w tej chwili wpadł zupełnie nowy mężczyzna i przyniósł miskę z jedzeniem.
-Jeść! - zakrzyknął, położył miskę na stoliku przy drzwiach i wyszedł. Brunetka chybotliwie podeszła do naczynia i zaczęła się przyglądać strawie. Składała się na nią: kawałek żylastego mięsiwa, do połowy spleśniały pomidor, szklanka brudnej wody i garść czerstwych, suszonych moreli.
-Zjedz wszystko, potrzebne Ci będą siły - powiedział i udał się w ślad za kompanem.
poniedziałek, 21 lipca 2014
poniedziałek, 14 lipca 2014
Utopia?
Od kilku tygodni wałęsała się po wiejskich drogach i polach. Nie wiedziała gdzie się znajduje, ale nie chciała stawać, żeby rzucić okiem na mapę. Jej napięcie było spowodowane niedawnym spotkaniem ze stadkiem jej "znajomych", którzy uparcie chcieli ją złapać i przywitać się rozszarpując ją paskudnymi, czarnymi zębiskami. Cudem udało jej się uniknąć spotkania. Ostatnio nocowała w opuszczonej stacji paliw. Przed pójściem spać dokładnie zabezpieczyła się, zawieszając dookoła budynku puszki, łyżeczki, kołpaki i inne brzęczące przedmioty. W nocy obudziła się słysząc ciągłe dzwonienie. Zanim dotarło do niej co się dzieje, trupy już zaczynały zastawiać budynek ze wszystkich stron. Ada nie zastanawiając się długo chwyciła metalowe krzesło i przedarła się przez ścianę zombie, na szczęście nie zdążyły jeszcze uformować porządnej bariery.
Długo zajęło jej pozbycie się stada. Ucieczka wyssała z niej energię potrzebą do oddalenia się jak najbardziej od zagrożenia, ale dziewczyna postanowiła nie zatrzymywać się ani na moment.
Po dwóch dniach czuła już, że robi coraz mniejsze kroki przez co coraz bardziej się męczy nie posuwając się, w wystarczającym stopniu, w przód. Postanowiła więc przenocować w którymś z okolicznych domków.
Po minięciu kilkunastu domów stwierdziła, że jakiś czas temu zawitali tu szabrownicy i uniemożliwili jej pobyt, w tych domach. Każda posiadłość miała powybijane okna i wyważone drzwi.
-Nie ma to jak pomoc innych ludzi - stwierdziła.
Już miała skierować się dalej, gdy nagle uświadomiła sobie, że przy takich gospodarstwach muszą być jakieś szopy.
Nie pomyliła się, kiedy przechodziła na tyły jednego z budynku spostrzegła parę szop na terenie różnych posiadłości, niestety ich stan nie zachęcał do spędzenia tam nawet kilku godzin. Brunetce wydawało się, że dach może się zawalić jak tylko otworzy drzwi, jednakże postanowiła poszukać dalej jakiś bardziej stabilnych budynków.
Po żmudnych poszukiwaniach postanowiła wrócić do najlepiej zachowanej, choć i tak niebezpiecznej szopki na skraju lasu. Wiedziała, że to nie jest rozwiązanie na dłuższą metę, bowiem wiedziała, że w lesie czai się mnóstwo szwędaczy i dzikich zwierząt. Kiedy tylko pomyślała o zwierzętach z lasu zamarzyła o świeżym mięsie. Tak niewątpliwie przydałoby się przerwać monotonną dietę składającą się głównie z herbatników i posiłków z puszek, które nawet podgrzane smakowały okropnie, choć i tak lepiej niż zimne. Niestety dziewczyna nie mogła sobie pozwolić na rozpalenie nawet niewielkiego ognia, ponieważ nadal obawiała się hordy trupów. Zmuszona więc była do jedzenia zimnej masy.
Pogrążona we własnych myślach zasnęła.
***
Długo zajęło jej pozbycie się stada. Ucieczka wyssała z niej energię potrzebą do oddalenia się jak najbardziej od zagrożenia, ale dziewczyna postanowiła nie zatrzymywać się ani na moment.
Po dwóch dniach czuła już, że robi coraz mniejsze kroki przez co coraz bardziej się męczy nie posuwając się, w wystarczającym stopniu, w przód. Postanowiła więc przenocować w którymś z okolicznych domków.
Po minięciu kilkunastu domów stwierdziła, że jakiś czas temu zawitali tu szabrownicy i uniemożliwili jej pobyt, w tych domach. Każda posiadłość miała powybijane okna i wyważone drzwi.
-Nie ma to jak pomoc innych ludzi - stwierdziła.
Już miała skierować się dalej, gdy nagle uświadomiła sobie, że przy takich gospodarstwach muszą być jakieś szopy.
Nie pomyliła się, kiedy przechodziła na tyły jednego z budynku spostrzegła parę szop na terenie różnych posiadłości, niestety ich stan nie zachęcał do spędzenia tam nawet kilku godzin. Brunetce wydawało się, że dach może się zawalić jak tylko otworzy drzwi, jednakże postanowiła poszukać dalej jakiś bardziej stabilnych budynków.
Po żmudnych poszukiwaniach postanowiła wrócić do najlepiej zachowanej, choć i tak niebezpiecznej szopki na skraju lasu. Wiedziała, że to nie jest rozwiązanie na dłuższą metę, bowiem wiedziała, że w lesie czai się mnóstwo szwędaczy i dzikich zwierząt. Kiedy tylko pomyślała o zwierzętach z lasu zamarzyła o świeżym mięsie. Tak niewątpliwie przydałoby się przerwać monotonną dietę składającą się głównie z herbatników i posiłków z puszek, które nawet podgrzane smakowały okropnie, choć i tak lepiej niż zimne. Niestety dziewczyna nie mogła sobie pozwolić na rozpalenie nawet niewielkiego ognia, ponieważ nadal obawiała się hordy trupów. Zmuszona więc była do jedzenia zimnej masy.
Pogrążona we własnych myślach zasnęła.
***
Obudziła się po południu, zjadła śniadanie i wyruszyła na polowanie z łukiem i kołczanem pełnym strzał. Postanowiła nie brać swoich rzeczy, żeby przez obciążenie nie zachowywać się głośno. Miała nadzieję, że zwierzęta dobrze się rozmnożyły. Dawno nie polowała, a chciałaby coś porządnego zjeść. Dobrym rozwiązaniem byłyby wnyki, ale dziewczyna kompletnie nie umiała ich sporządzić.
Zagłębiła się w las i zaczęła szukać zwierzyny. Zdziwiła się nie widząc szwędaczy, ale idąc coraz dalej natrafiła na paru.
Zwierzyna zdołała się dobrze rozmnożyć, więc nie powinno być problemu ze znalezieniem czegoś, ale podczas apokalipsy zwierzęta nie ufają kompletnie człekokształtnym. Dziewczynie, więc początkowo szło dość opornie, ale po kilku godzinach zdołała upolować trzy króliki i parę wiewiórek.
Zwierzyna zdołała się dobrze rozmnożyć, więc nie powinno być problemu ze znalezieniem czegoś, ale podczas apokalipsy zwierzęta nie ufają kompletnie człekokształtnym. Dziewczynie, więc początkowo szło dość opornie, ale po kilku godzinach zdołała upolować trzy króliki i parę wiewiórek.
-Nieźle jak na początek - powiedziała sobie w duchu.
Postanowiła rozejrzeć się jeszcze trochę po lesie. Niespodziewanie natrafiła na małą chatkę. Kiedy weszła do środka i rozejrzała się. Niewątpliwie domek kiedyś służył jako schronienie dla leśniczego lub łowcy. Znalazła tam mały łuczek, nieszkodliwy w porównaniu do jej łuku, ale dobry do polowania na małą zwierzynę. W malutkiej izdebce był zapas różnego rodzaju jedzenia i wody.
Przy kominku i na dworze pod plandeką znalazła drewno do opału, a w dwóch pokoikach znajdowały się wąskie sypialnie.
Ada od razu się ucieszyła. To było idealne miejsce na dłuższy pobyt. Postanowiła od razu przenieść się tutaj. Zostawiła na małym stoliczku martwe zdobycze i ruszyła po swoje rzeczy.
***
Wróciła do chatki i gdy tylko zamknęła drzwi z zacienionych części pokoju wyłoniły się jakieś postacie. Początkowo ucieszyła się, że to nie trupy, ale później przeraziła się. Zdrowi ludzie mogli być znacznie bardziej niebezpieczni.
-Jesteśmy Ci bardzo wdzięczni za to jedzenie, laleczko - powiedział mężczyzna wysuwający się na przód.
-Nie jestem laleczką i to nie jest dla was - warknęła wskazując na martwe zwierzęta.
-Czyżby? - zdziwił się - Wygląda na to, że pozostawiłaś to w naszej kryjówce, a potem odeszłaś. Nawet jeśli nie chciałaś ofiarować tego nam, to zgodnie z zasadą: znalezione, nie kradzione to należy do nas - odpowiedział z krzywym uśmieszkiem.
-Chyba śnisz, to jest moje!- krzyknęła dziewczyna.
-Nie wydaje mi się, żebym śnił, ale ty zaraz zaczniesz - powiedział i skinął na kogoś z tyłu.
Po chwili dziewczyna dostała kolbą pistoletu w tył głowy i padła nieprzytomna.
-Wrzućcie ją do bagażnika, później może nam się przydać, a teraz przygotować ucztę! - rozkazał i wszedł do sypialni z jakąś kobietą...
***
Wróciła do chatki i gdy tylko zamknęła drzwi z zacienionych części pokoju wyłoniły się jakieś postacie. Początkowo ucieszyła się, że to nie trupy, ale później przeraziła się. Zdrowi ludzie mogli być znacznie bardziej niebezpieczni.
-Jesteśmy Ci bardzo wdzięczni za to jedzenie, laleczko - powiedział mężczyzna wysuwający się na przód.
-Nie jestem laleczką i to nie jest dla was - warknęła wskazując na martwe zwierzęta.
-Czyżby? - zdziwił się - Wygląda na to, że pozostawiłaś to w naszej kryjówce, a potem odeszłaś. Nawet jeśli nie chciałaś ofiarować tego nam, to zgodnie z zasadą: znalezione, nie kradzione to należy do nas - odpowiedział z krzywym uśmieszkiem.
-Chyba śnisz, to jest moje!- krzyknęła dziewczyna.
-Nie wydaje mi się, żebym śnił, ale ty zaraz zaczniesz - powiedział i skinął na kogoś z tyłu.
Po chwili dziewczyna dostała kolbą pistoletu w tył głowy i padła nieprzytomna.
-Wrzućcie ją do bagażnika, później może nam się przydać, a teraz przygotować ucztę! - rozkazał i wszedł do sypialni z jakąś kobietą...
niedziela, 6 kwietnia 2014
Sygnał
Po długim pobycie w czyimś domu doszła do pełnego zdrowia. Zmieniło się to od około dwóch tygodni, kiedy zaczęło brakować jedzenia. przez kilka ostatnie dni niemalże głodowała. Nie miała jak zdobyć pożywienia, gdyż zombie bardzo długo oblegały jej schronienie. Zebrała się cała gromada, która męczyła ją ariami jęków. Wyglądała jak anorektyczka we wczesnym stadium choroby.
-Czas się stąd wynosić - pomyślała. Zebrała wszystkie rzeczy i około godziny 14 miała wyruszać, lecz zatrzymał ją deszcz. Postanowiła przeczekać. Dach w jej kamperze nie był już w stanie idealnym. Miał liczne dziury pozaklejane taśmą. Rozpogodziło się po około czterech godzinach.
Było już dość ciemno, lecz brunetka chciała jak najszybciej zaspokoić swój głód.
Gdy podchodziła do samochodu zauważyła, że opony zostały przebite. Obeszła pojazd i jak się spodziewała wszystkie opony zostały podziurawione.
-Cholera - szepnęła pod nosem. Sprawdziła ile ma opon, ale jak się spodziewała była jedna. - To mnie teraz udupili - powiedziała zdenerwowana i kopnęła wściekle w karoserie.
Nagle usłyszała trzask łamanej gałązki. Pierwsze co przyszło jej na myśl to sztywny, ale gdy się rozejrzała nie zauważyła żadnego. Czuła wzrok na sobie, ale pomyślała, że to może przez to, że tak długo siedziała w mieszkaniu nie wychodząc na zewnątrz. Jednak wolała się upewnić.
-Jest tu ktoś? - spytała - wyjdź nie zrobię Ci nic za przebicie opon.
Jakby w odpowiedzi usłyszała śmiech.
- Dobra możesz sobie tu stać i śmiać się! - krzyknęła w dal.
Kiedy szła uczucie obserwacji nie opuszczało jej ani na chwilę, ale nie chciała się odwracać. Jej wyobraźnia mogła zadziałać na jej niekorzyść. W końcu dała za wygraną i odwróciła się, przez chwilę wydało jej się, że między drzewami przy pobliskim domu zauważyła postać w czarnej szacie, ale kiedy znowu tam spojrzała nikogo nie było. Jednak po chwili puściła się biegiem przed siebie.
Za sobą usłyszała jak ktoś również zaczął biec i śmiać się raz po raz. Zatrzymała się po chwili i wyciągnęła nóż.
-Ostrzegam Cię pomyleńcu! - krzyknęła obracając się dookoła siebie. - Odejdź!
Niespodziewanie niewysoka, zakapturzona postać znalazła się przy niej. Poddając się chwili dziewczyna szybko dźgnęła postać. Gdy ta upadła brunetka uklęknęła przy niej i powoli zdjęła kaptur. To co zobaczyła zszokowało ją.
To było dziecko. Szalone, ale jednak dziecko. Dziewczynka mogła mieć około dziewięciu lat.
Brunetka zamknęła dziewczynce oczy i wbiła nóż w jej główkę. Położyła się obok niej i patrzyła w niebo. Było szare, nijakie. Powinna się do tego przyzwyczaić, wszysko po apokalipsie było takie, ale nie mogła.
Po jakiś dziesięciu minutach usłyszała jęki umarłych - jej osobisty sygnał, że czas się wynosić. Zarzuciła plecak i torbę na plecy i ruszyła w dalszą drogę.
Jej cel na najbliższy czas: znaleźć jedzenie, środek transportu i co najważniejsze - przeżyć.
-Czas się stąd wynosić - pomyślała. Zebrała wszystkie rzeczy i około godziny 14 miała wyruszać, lecz zatrzymał ją deszcz. Postanowiła przeczekać. Dach w jej kamperze nie był już w stanie idealnym. Miał liczne dziury pozaklejane taśmą. Rozpogodziło się po około czterech godzinach.
Było już dość ciemno, lecz brunetka chciała jak najszybciej zaspokoić swój głód.
Gdy podchodziła do samochodu zauważyła, że opony zostały przebite. Obeszła pojazd i jak się spodziewała wszystkie opony zostały podziurawione.
-Cholera - szepnęła pod nosem. Sprawdziła ile ma opon, ale jak się spodziewała była jedna. - To mnie teraz udupili - powiedziała zdenerwowana i kopnęła wściekle w karoserie.
Nagle usłyszała trzask łamanej gałązki. Pierwsze co przyszło jej na myśl to sztywny, ale gdy się rozejrzała nie zauważyła żadnego. Czuła wzrok na sobie, ale pomyślała, że to może przez to, że tak długo siedziała w mieszkaniu nie wychodząc na zewnątrz. Jednak wolała się upewnić.
-Jest tu ktoś? - spytała - wyjdź nie zrobię Ci nic za przebicie opon.
Jakby w odpowiedzi usłyszała śmiech.
- Dobra możesz sobie tu stać i śmiać się! - krzyknęła w dal.
Kiedy szła uczucie obserwacji nie opuszczało jej ani na chwilę, ale nie chciała się odwracać. Jej wyobraźnia mogła zadziałać na jej niekorzyść. W końcu dała za wygraną i odwróciła się, przez chwilę wydało jej się, że między drzewami przy pobliskim domu zauważyła postać w czarnej szacie, ale kiedy znowu tam spojrzała nikogo nie było. Jednak po chwili puściła się biegiem przed siebie.
Za sobą usłyszała jak ktoś również zaczął biec i śmiać się raz po raz. Zatrzymała się po chwili i wyciągnęła nóż.
-Ostrzegam Cię pomyleńcu! - krzyknęła obracając się dookoła siebie. - Odejdź!
Niespodziewanie niewysoka, zakapturzona postać znalazła się przy niej. Poddając się chwili dziewczyna szybko dźgnęła postać. Gdy ta upadła brunetka uklęknęła przy niej i powoli zdjęła kaptur. To co zobaczyła zszokowało ją.
To było dziecko. Szalone, ale jednak dziecko. Dziewczynka mogła mieć około dziewięciu lat.
Brunetka zamknęła dziewczynce oczy i wbiła nóż w jej główkę. Położyła się obok niej i patrzyła w niebo. Było szare, nijakie. Powinna się do tego przyzwyczaić, wszysko po apokalipsie było takie, ale nie mogła.
Po jakiś dziesięciu minutach usłyszała jęki umarłych - jej osobisty sygnał, że czas się wynosić. Zarzuciła plecak i torbę na plecy i ruszyła w dalszą drogę.
Jej cel na najbliższy czas: znaleźć jedzenie, środek transportu i co najważniejsze - przeżyć.
sobota, 5 kwietnia 2014
Bo każdy może być sprzymierzeńcem, ale i wrogiem.
Po powrocie
do bazy zaczęła się narada. Dziewczyny poddały pomysł, że dobrze byłoby dojść
do ekipy Michała, bo w grupie bezpieczniej. Jednak Mikołaj nie był tego taki
pewien, Wyjaśnił wszystkim dlaczego obawia się tego rozwiązania.
- Nic o nich
nie wiemy, nie znamy ich. Mnie i Konrada mogą zabić we śnie, a Was dziewczyny,
mogą zgwałcić, zamknąć i wykorzystywać… Nie wiadomo co to za psychole. – Kiran
usłyszawszy o gwałcie natychmiast zmieniła zdanie.
- Nie
wyglądali na takich – oburzyła się Jola. Konrad wtrącił się do rozmowy:
-Może nie wyglądali, ale mogą nas pozabijać.
-Czemu im nie
ufasz ? - zapytała dziewczyna.
-To oczywiste,
nie znamy ich. – odpowiedział chłopak. Mikołaj zdenerwowany postawą grupy
powiedział:
- Nie ma
żadnej opcji , nie przyłączymy się do nich, prędzej ich pozabijam. - Wtedy
okazało się, kto jest przywódcą grupy. Nikt nie zakwestionował tego, co
powiedział Mikołaj .
- Musicie
nauczyć się samoobrony i zabijania. Tamta grupa nie wygląda na taką, co lubi
się dogadywać z innymi. Czuję, że przyda się Wam taka wiedza. – Dodał Mikołaj i
zabrał się do roboty. Pokazał im jak zabijać szybko i cicho. Jednak grupa była
trochę niechętna do nauki. Konrad jeszcze jako tako współpracował, ale
dziewczyny niestety nie.
- Jeżeli
zginiecie, to tylko przez własną głupotę. Ten świat, który był kiedyś już nie
istnieje i jego zasady poszły w zapomnienie. A teraz mogą przeżyć tylko
najsilniejsi. – Na chwilę zamilknął, przyglądając się dziewczynom, po czym
dodał:
-Jutro spotkamy
się z nimi zgodnie z umową. Musimy uważać, nie wiem co się stanie, ale jeśli
oni skrzywdzą kogoś z naszych to nie ręczę za siebie.
W nocy, kiedy
już sen ich zmorzył, pojawili się niespodziewani goście. Jakimś cudem przeszli
przez pułapki na podwórku i zaczęli dobierać się do drzwi. Konrad, który spał
najbliżej wejścia, usłyszał ich jako pierwszy. Wstał szybko ale cicho i pobiegł
obudzić resztę. Już byli przygotowani na najgorsze, ale kiedy Mikołaj zerknął
przez odsuniętą zasłonę, ujrzał trzech dzieciaków. Dwójka z nich wyglądała na
12-13 lat, trzeci trochę dojrzalej, może miał 15. Mikołaj wraz z Konradem
otworzyli drzwi, zanim tamci zepsuli zamek . Dzieciaki aż odskoczyły, gdy ich ujrzały.
Zaczęły mówić wszystkie na raz, że goni ich grupa zombie i ze muszą się gdzieś
ukryć.
- Jest z Wami
ktoś jeszcze? – Zapytał podejrzliwie Konrad.
- Tak,
jeszcze dwóch starszych chłopaków, Kamil i Hubert, mieli dołączyć do Nas za
moment. – odpowiedział jeden z młodszych chłopców. Konrad spojrzał na Mikołaja
ze współczuciem w oczach i pytaniem. Mikołaj niechętnie zgodził się na krótki
pobyt tej grupki u nich. Po około piętnastu minutach usłyszeli szepty. Myśleli,
że to członkowie grupy tych młodzików, ale Kidy otworzyli drzwi, zobaczyli
znajome twarze. Byli to członkowie grupy Michała, prawdopodobnie grupa zwiadowcza.
Było ich dwóch i nim się spostrzegli, zostali obezwładnieni przez Mikołaja i
Konrada. Chłopcy wzięli ich do stodoły na małe przesłuchanie.
- Co tu
robicie, czego chcecie? - zapytał Mikołaj
- Nic, my
tylko jesteśmy na wypadzie po zapasy – odpowiedział odważnie jeden z nich.
- Czyżby? Skąd
mam wiedzieć, że nas nie śledziliście i nie mieliście zamiaru nas teraz zabić?
- Musisz na uwierzyć – odpowiedział drugi z
lekkim niepokojem w głosie.
- To jest
wasz problem, nie wierzę w ani jedno wypowiedziane słowo- stwierdził Mikołaj i powiedział
Konradowi, aby ten związał ich porządnie, zakneblował i najlepiej nałożył worki
na głowy. Po sprawdzeniu, czy nie mają przy sobie czegoś, dzięki czemu mogli by
się uwolnić, zostawili ich w szopie. W drodze powrotnej Konrad zatrzymał
Mikołaja i zapytał:
-wiesz co
zrobiłeś ? Wywołałeś wojnę! - Mikołaj odpowiedział tylko że wie co robi.
Wrócili do domu i zaczęli rozmawiać z dzieciakami co tu robią, skąd się wzięły
i inne szczegóły. Gdy już poznali odpowiedzi na nurtujące ich pytania,
usłyszeli, że znowu ktoś jest przy drzwiach. Tym razem, byli to Ci oczekiwani
chłopcy, którzy mieli po około 16 lat. Weszli jak do siebie, co nie spodobało
się Mikołajowi. Natychmiast wyjaśnił im, że ich pobyt w tym miejscu jest
tymczasowy i że muszą zapłacić za możliwość mieszkania w tym domu. Chłopacy
popatrzyli na siebie i powiedzieli zgodnie:
- Mów jak
możemy zasłużyć na pobyt tutaj?- Mikołaj powiedział że najpierw musza się
czegoś o nich dowiedzieć, przy czym poprosił Kiran, żeby znalazła jakąś wodę
dla przybyłych. Usiedli przy stole i zaczęli rozmawiać. Na początku
przedstawili się, a po chwili przeszli do konkretów. Dowiedzieli się o nie uniknionym
konflikcie z obcą grupa. Jeden z nich powiedział:
- Jeśli
możemy tu zostać, to wasza wojna jest naszą wojną. - Mikołaj lekko się
uśmiechnął:
- Podoba mi
się Wasze podejście. Mam nadzieję, że każdy z Was tak myśli. Czas pokaże, czy
będzie to Wasz nowy dom, czy też nie… - Powiedział i napił się wody. Rozmawiali
tak do rana, uzgadniając i analizując wszystkie możliwe scenariusze spotkania. W
końcu z bladego świtu zrobił się dzień. Starsza Ekipa zauważyła, że chłopcy
lubią się popisywać.
- To może
pokażcie, co potraficie? – Zasugerował uśmiechnięty Konrad. No i może ich
umiejętności nie były tak wspaniałe jak to opisywali, ale dawali sobie nieźle
radę.
- Jesteście
gotowi by zabić dla ochrony naszej Bazy? – Spytał rzeczowo Mikołaj. Chłopcy się
zmieszali, ale powiedzieli, że jak trzeba będzie, to zrobią wszystko czego od
nich się oczekuje. Jola, która nie wtrącała się wcześniej w rozmowę, nie
wytrzymała:
- Czy Wy
powariowaliście! Co chcecie zrobić? – krzyknęła oburzona. Konrad spojrzał na
nią poważnie i powiedział spokojnym głosem:
- Zrobimy to,
co będziemy musieli. – Jola zamilkła spoglądając złym wzrokiem na chłopaków.
Mikołaj powiedział, że za kilka minut ruszają, bo przed nimi dość długa droga.
Kazał zostać dwóm młodziakom do pilnowania więźniów w szopie. Dał im nóż i
powiedział, że jeśli zaczną coś kombinować to mają ich zabić bez wahania.
- To są
mordercy, nie mają litości, to i wy jej nie miejcie – dodał po chwili. Ruszyli
w piątkę, bez dziewczyn i dwóch najmniejszych dzieciaków, którzy pilnowali
ludzi w stodole. Po dotarciu na miejsce zobaczyli grupę dziesięciu osób. Kiedy
podchodzili do nich jeden z nowych, Hubert, powiedział do Mikołaja:
- Znam tą
grupę. Ich przywódca to milutki gość, psychol jakich mało.
- Dlatego też
Was przygarnąłem, pomożecie mi z nimi?- Spytał lekko podejrzliwie Starszy
chłopak.
- Za to co
zrobił naszemu kumplowi, z chęcią zabiję go własnymi rękoma. – odpowiedział z
uśmiechem na Twarzy i błyskiem w oku.
Postawili na konfrontację bezpośrednią, więc kiedy tylko doszli do nich,
od razu rozpoczęli rozmowę. Pierwszy Zagadał Michał widząc przybyłych:
- Wiecie coś
o dwóch moich ludziach?
- Raczej nie – odpowiedział Mikołaj. Michał lekko się zirytował i zaczął pytać o lokalizację grupy. Konrad coś szepnął do Mikołaja a ten od razu się odezwał:
- Raczej nie – odpowiedział Mikołaj. Michał lekko się zirytował i zaczął pytać o lokalizację grupy. Konrad coś szepnął do Mikołaja a ten od razu się odezwał:
- Jeżeli
chcesz wiedzieć gdzie mamy obóz, to najpierw pokaż Nam gdzie jest Twój.
- Czy Ty
chcesz, abym zabrał Cię do mojej bazy? – Michał uniósł brew wypowiadając te
słowa.
- Bardziej
zależy mi na tym, żebyś Nas wszystkich zabrał do Twojego obozu. – powiedział
Mikołaj i czekał na reakcję. Drugi rozmówca chwilę milczał, po czym się
zgodził. Wsiedli do wozów i po około godzinnej jeździe dotarli na miejsce.
Osada nie była duża, było w niej może z 25 osób. Zwiedzając miejsce rozmawiali
o tym jak to wszystko ma wyglądać z ich wspólną przyszłością. Kiedy już skończyli
grupa Mikołaja została odstawiona na to samo miejsce z którego została zabrana.
Wtedy Michał się odezwał:
- Mam
nadzieję, że nie masz zamiaru wykorzystać wiedzy, którą uzyskałeś.
- Nie mam
powodu, aby Was atakować – odpowiedział na to Mikołaj.
- Teraz Wasza
kolej, pokażcie nam swoje włości. – Drugi chłopak już się niecierpliwił. Grupa
Mikołaja milczała, kiedy ten zwrócił wzrok na nich. Zobaczyli umówiony znak, by
przygotować broń, a chłopak odezwał się w stronę rozmówcy:
- Wszystko w
swoim czasie.
- Chyba
żartujesz? – powiedział Michał dając znak swoim ludziom, po czym zrobiło się nieprzyjemnie. Obie
grupy mierzyły do siebie i pewnie skończyłoby się to strzelaniną miedzy nimi,
gdyby nie fakt zmierzającej na nich hordy sztywnych. Ludzie zamiast zwracać się
przeciwko sobie zwrócili się przeciw zombie. Zaczęło się małe piekło. Kule
latały, trupy rozpadały się, niektóre jeszcze próbowały atakować. Po chwili
grupa Michała zauważyła, że to oni wystrzeliwują swoją amunicję, a grupa
Mikołaja oddała zaledwie kilka strzałów, przy czym oddalali się pomału. W końcu
zaczęli uciekać, a ekipa Michała nie mogła nic zrobić, gdyż Zombie atakowało
zaciekle.
W lesie do którego uciekli, Konrad odezwał się:
- Mam nadzieję, że nie będą nas śledzić – Zastrzelił przy tym jakiegoś Zombiaka który szedł za nimi. Wracali już po zmierzchu w kierunku domu, tak żeby żaden patrol ani horda ich nie zobaczyli. Jednak nie spodziewali się zastać tam tego, co zastali….
W lesie do którego uciekli, Konrad odezwał się:
- Mam nadzieję, że nie będą nas śledzić – Zastrzelił przy tym jakiegoś Zombiaka który szedł za nimi. Wracali już po zmierzchu w kierunku domu, tak żeby żaden patrol ani horda ich nie zobaczyli. Jednak nie spodziewali się zastać tam tego, co zastali….
niedziela, 5 stycznia 2014
Ratunek niespodziewany.
Notka napisana przez Mikołaja. Ja troszkę poprawiłam. Miałam pisać ją na nowo, ale całkiem mi się podobała, więc poprawiłam trochę błędów, kilka tekstów i jest :)
Miłego czytania!
Miłego czytania!
***********************************
Już jakiś
czas mieszkali w domu siostry od Kiran i przyzwyczajali się do wygody. Mikołaj jednak
miał świadomość, że tak nie będzie zawsze. Dlatego też,chciał nauczyć
grupę sztuki przetrwania. Chłopak postanowił zabrać ich do lasu, bo jak sam uważał, człowiek najlepiej uczy się w praktyce. Zaczęli od nauki tropienia , przez co pewnego razu, podczas wyprawy, prawie zginęli Jola i Konrad. Gdy szukali jakichś tropów zwierząt, nie zachowali ostrożności i wpadli w stare
sidła kłusownicze.Wisieli tak przez kilkadziesiąt minut, aż w końcu zjawiły
się zombie, zwabione krzykami swojego posiłku . Mikołaj w tym
czasie, wraz z Kiran polowali na jelenia. Byli tak daleko, że nie słyszeli
krzyków obojga . Gdy się zorientowali, że nie ma Konrada i Joli zaczęli ich
szukać . Przeszli około pół kilometra i usłyszeli krzyki, ruszyli w ich stronę
. Przy wiszącej dwójce nazbierało się kilkunastu zombie, ale nie było one w stanie
ich dosięgnąć. Z każdym metrem, krzyki były coraz wyraźniejsze. Po drodze Kiran
i Mikołaj spotkali pięciu sztywnych. Dziewczyna rzuciła się na nich jak lwica
broniąca młode. Mikołaja aż zamurowało , ale pomógł jej i w kilkadziesiąt
sekund ich wybili .Biegli jeszcze jakieś 200 metrów i dotarli do „wisielców”.
Już całkiem sporo zombie zebrało się na polance, ale ułatwieniem był fakt, że
były bardzo wpatrzone i skupione na upolowaniu wiszących ludzi. Zaczęła się
zabawa , Kiran wzięła głaz i szybko roztrzaskała czaszki niektórym zombie.
Dzięki temu, łatwiej było je zabić wbijając nóż w sam środek. Mikołaj wziął swoją
siekierę i też zaczął je wybijać. Nie zauważył, że jeden zombie dopiero co się
wprosił na „imprezę” i zaatakował chłopaka od tyłu, powalając go na ziemię . Jego
koleżanka była tak pochłonięta zabijaniem zombie, że nie zauważyła iż Mikołaj
ma poważny problem. Kolejne zombiaki atakowały tych na ziemi, zostawiając
wiszących. Chłopak miał nadzieję poradzić sobie samemu, jednak nie było zbytnio
możliwości, dlatego krzyknął :
- Hej no!
Pomóż mi!
- Daj mi chwilę – natychmiast odpowiedziała Kiran, siłując się z grupką Zombie, która chciała zaatakować Mikołaja. Leżacy na ziemi zaciskając zęby odpowiedział:
- Mogę nie mieć tej chwili!!! - Kiran skończyła z jednym, który jej został i rzuciła się na zombie atakujące chłopaka , kilka sekund i było po sprawie .Od tych wszystkich krzyków zaroiło się od zombie w około .Szybko odcięli wiszących i chcieli uciekać. Tylko gdzie … Konrad ledwo chodził bo miał poranioną nogę od sideł , Jola też nie miała lepiej . W pobliżu znajdowało się coraz więcej zombie..Mikołaj spojrzał na trójkę i powiedział:
- Chyba nie mamy szans na ucieczkę i musimy walczyć, ale nie chcę decydować za wszystkich.
- Daj mi chwilę – natychmiast odpowiedziała Kiran, siłując się z grupką Zombie, która chciała zaatakować Mikołaja. Leżacy na ziemi zaciskając zęby odpowiedział:
- Mogę nie mieć tej chwili!!! - Kiran skończyła z jednym, który jej został i rzuciła się na zombie atakujące chłopaka , kilka sekund i było po sprawie .Od tych wszystkich krzyków zaroiło się od zombie w około .Szybko odcięli wiszących i chcieli uciekać. Tylko gdzie … Konrad ledwo chodził bo miał poranioną nogę od sideł , Jola też nie miała lepiej . W pobliżu znajdowało się coraz więcej zombie..Mikołaj spojrzał na trójkę i powiedział:
- Chyba nie mamy szans na ucieczkę i musimy walczyć, ale nie chcę decydować za wszystkich.
- Czasami
trzeba. Jesteśmy grupą i jeżeli nikt nie ma pomysłu, A Ty go masz to
korzystajmy. - odpowiedziała Kiran
-Ty decyduj,
ja nie chcę. Nie mam ochoty na walkę, ale jak tak zdecydujemy to jazda! –
Powiedział Konrad, a zombie były coraz bliżej. Mikołaj stwierdził:
-Ja tu nie zamierzam ginąć!! - po czym chwycił Jole i wrzucił na plecy , zaczęli biec . Kiran miała problem, bo musiała jakoś pomóc Konradowi, a ten ledwo co chodził . Mikołaj widząc to, zostawił Jolę już po za lasem na jakiejś łące , dał jej maczetę i powiedział, że ma się bronić co sił w rękach . Wrócił po przyjaciół. Dziewczynie kazał biec do Joli:
- za chwilę tam dołączymy – powiedział do niej. Kiedy już zobaczył, że Kiran jest blisko jego dziewczyny, odwrócił się w stronę chłopaka, a za nim zobaczył dużo zombie.
-Ja tu nie zamierzam ginąć!! - po czym chwycił Jole i wrzucił na plecy , zaczęli biec . Kiran miała problem, bo musiała jakoś pomóc Konradowi, a ten ledwo co chodził . Mikołaj widząc to, zostawił Jolę już po za lasem na jakiejś łące , dał jej maczetę i powiedział, że ma się bronić co sił w rękach . Wrócił po przyjaciół. Dziewczynie kazał biec do Joli:
- za chwilę tam dołączymy – powiedział do niej. Kiedy już zobaczył, że Kiran jest blisko jego dziewczyny, odwrócił się w stronę chłopaka, a za nim zobaczył dużo zombie.
- Już za
późno bracie! Musimy walczyć, albo zginiemy, albo przeżyjemy – Mikołaj mówiąc
to dał ostatnią posiadaną maczetę i nóż w ręce przyjaciela. Jedynym plusem było
to, że zombie nie szły jedną grupą i dało się je jakoś zabijać, ale do pewnego
momentu. W końcu zombie utworzyły „gnijący mur”, prawie nie do przebicia , było
ich zbyt wielu. Nie było już odwrotu, byli otoczeni przez sztywnych. Musieli
coś zrobić, by nie zginąć, ale nie mieli pomysłu co. Wszędzie było słychać jęki
zombie, a okrąg zacieśniał się coraz bardziej. Chłopcy nie mieli wyjścia i
ruszyli z głośnym okrzykiem na chordę. Zabijali je jeden po drugim, machali
swoją bronią, celując odpowiednio, by zabijać sztywnych. Pilnowali się tez
wzajemnie, żeby nie trafił się znowu jakiś wypadek. Kiedy już przerzedzili tą ścianę zdechłych, zabrakło im sił do dalszej walki . Wtedy wydarzył się cud , grupa
siedemnastu osób rzuciła się na pomoc . Poradzili sobie całkiem nie źle ,
zombie padały jeden po drugim, jak domino . Niestety okazało się, że grupa,
początkowo licząca siedemnaście osób, zmniejszyła się do czternastu, ale po za
tym nikomu nic się nie stało . Pozostała przeprawa z nową grupą , która nie była
tak optymistycznie nastawiona. Ich szef Michał podszedł do Konrada i
powiedział:
-Większych
farciarzy w życiu nie widziałem , co wy tu robiliście? To nasz teren.
- Dziękujemy
za ratunek – odpowiedział Chłopak
- Dzięki
wielki miszczu! Ale muszę gdzieś na chwilę skoczyć. – Dopowiedział Mikołaj,
patrząc w stronę gdzie zostawił dziewczyny. W tym momencie usłyszeli ich
krzyki. Pobiegł najszybciej jak się
tylko da. Gdy dobiegł zobaczył, że zombie próbuje zjeść Jolę, więc z całej siły
uderzył siekierą w jego głowę, aż ta odpadła. Zdążył jeszcze zapytać się zakrwawionej
dziewczyny, czy to na pewno nie jest jej krew. W tej samej chwili dołączyła do
nich nowo poznana grupa, wraz z Konradem . Zaczęło się ściemniać, przez co
Konrad stwierdził:
To my może już pójdziemy w swoją stronę? - . Michał natychmiast go przystopował
To my może już pójdziemy w swoją stronę? - . Michał natychmiast go przystopował
- A gdzie
stacjonujecie? – Spytał lider grupy która ich uratowała. Mikołaj był nieufny,
dlatego odparł:
- Myślę, że to nie wasza sprawa. – Nic o sobie nie wiedzieli, więc nie ma się co dziwić reakcji obu stron. Jola zaproponował pokojowe rozwiązanie
- Myślę, że to nie wasza sprawa. – Nic o sobie nie wiedzieli, więc nie ma się co dziwić reakcji obu stron. Jola zaproponował pokojowe rozwiązanie
- Rozstańmy
się tu i teraz i zapomnijmy, o tym, co tu zaszło . -Michał spojrzał na grupę i
nie chętnym głosem powiedział:
- Ok. Ale pod jednym warunkiem. Chcemy poznać wasze położenie, bo to nasz teren.
- Ok. Ale pod jednym warunkiem. Chcemy poznać wasze położenie, bo to nasz teren.
- Musimy to
przemyśleć, także jutro się tu spotkamy i uzgodnimy wszystko, a dziś
rozejdziemy się, bo dzień był i tak już wyczerpując. Po czym każda z grup poszła w swoją stronę.
sobota, 7 grudnia 2013
Miły domek
Ada obudziła się o świcie. Przeszła przez małe mieszkanie, w którym się zatrzymali i poszła do kuchni.Wyjęła z szafki dwie miski i przetarła je jakąś szmatką. Otworzyła puszkę i napełniła naczynia. Postawiła miski na stole i rzuciła łyżką w chłopaka. Cyprian otworzył szeroko oczy i zaczął szaleńczo wymachiwać nożem przez co spadł na podłogę. Dziewczyna rozbawiona scenką zachłysnęła się i krztusząc się wypluła kęs mięsa na podłogę.
-Następnym razem mogłabyś mnie obudzić normalnie - powiedział zgryźliwie chłopak rozciągając się.
-Tak było więcej zabawy. Poza tym nie zmuszałam cię, żebyś ciął powietrze - stwierdziła - masz to twoje śniadanie - wskazała ręką na miskę. Chłopak błyskawicznie ją chwycił, po czym jeszcze szybciej odstawił.
-Ta breja jest zjadliwa? - spytał patrząc z obrzydzeniem na posiłek.
-Sam sprawdź - powiedziała i wzięła do ust kolejną porcję. Danie smakowało jak wyżuta guma, ale to jedyne co mieli. - Jeśli chcesz czegoś lepszego idź znajdź. Wczoraj ci nie poszło - dodała po chwili. Byli w mieście od dwóch dni, a jedyne co znajdowali to sztywnych i zgniłe jedzenie. Trudno się jednak dziwić. W mieście każdy kto pozostał zabrał długoterminowe jedzenie i uciekł jak najdalej, lub zabarykadował się w mieszkaniu.
-Następnym razem mogłabyś mnie obudzić normalnie - powiedział zgryźliwie chłopak rozciągając się.
-Tak było więcej zabawy. Poza tym nie zmuszałam cię, żebyś ciął powietrze - stwierdziła - masz to twoje śniadanie - wskazała ręką na miskę. Chłopak błyskawicznie ją chwycił, po czym jeszcze szybciej odstawił.
-Ta breja jest zjadliwa? - spytał patrząc z obrzydzeniem na posiłek.
-Sam sprawdź - powiedziała i wzięła do ust kolejną porcję. Danie smakowało jak wyżuta guma, ale to jedyne co mieli. - Jeśli chcesz czegoś lepszego idź znajdź. Wczoraj ci nie poszło - dodała po chwili. Byli w mieście od dwóch dni, a jedyne co znajdowali to sztywnych i zgniłe jedzenie. Trudno się jednak dziwić. W mieście każdy kto pozostał zabrał długoterminowe jedzenie i uciekł jak najdalej, lub zabarykadował się w mieszkaniu.
***
Przemierzali przecznice pieszo wchodząc do kolejnych mieszkań. To co znajdowali było gorsze niż na obrzeżach. "Czy ludzie w mieście nie mogli kupować czegoś na wszelki wypadek?" Pytała się w myślach Ada. To co znajdowali w co drugim domu to alkohol. Mnóstwo alkoholu.
Dziewczyna nie mogła powstrzymać gniewu, więc gdy zobaczyła w kolejnym mieszkaniu sam trunek nie wytrzymała i cisnęła z całej siły butelką w ścianę. Wino spłynęło po ścianie niczym rozwodniona krew.
Chłopak przeszukujący sąsiedni pokój słysząc hałas od razu przybiegł z pistoletem w gotowości. Lecz zdziwił się widząc dziewczynę siedzącą na podłodze i obracającą w ręku kawałkiem zielonego szkła. Myślał, że zastała gromadkę zombie.Widząc na ścianie czerwoną plamę i kawałki szkła szybko odgadnął co się stało. Usiadł koło niej i spojrzał na jej ręce. Krew zaczęła spływać po jej palcach. Zdecydowanie za mocno ściskała dłonie. Delikatnie odebrał jej szkło. Wyjął z kieszeni kurtki bandaż i owinął jej wokół ręki. Ada się nie odzywała, a chłopak nie chcąc przerwać tej ciszy również nie zaczynał rozmowy. Siedzieli w pokoju przez chwilę po czym ruszyli na dalsze poszukiwania.
***
Niedaleko tymczasowej kryjówki trafili na uliczkę, w której stały same domki jednorodzinne. Połowa była tak zniszczona, że darowali sobie przeszukiwanie ich. Byli bardzo zdziwieni brakiem sztywnych. Na tej uliczce było bardzo cicho i czysto. Nie było walających się śmieci, trupów czy chociażby krwi. Nie przejeli się tym zbytnio Idąc chodnikiem natrafili na dość mały domek, w porównaniu do innych. Dziewczyna pomyślała, że skromny domek może oznaczać zapasy.
Już od progu uderzyła ich nozdrza okropna, drapiąca w gardle woń. Nie był to zapach rozkładu, do którego Ada się już przyzwyczaiła. Było to coś zupełnie innego, choć brunetka wiedziała, że nie jest jej to obcy swąd. Chłopak zbytnio nie przejmując się fetorem wszedł na piętro mieszkania. Dziewczyna stała w wejściu, lecz myślami błądziła po zakamarkach swojej pamięci. Dopadały ją tylko wspomnienia dzieciństwa. Często jak zostawiło się włączoną kuchenkę to czuć było to, lecz nie tak intensywnie. Kuchenka...
-Gaz!-krzyknęła dziewczyna.
-Co?-odkrzyknął z góry Cyprian. Chłopak jej nie usłyszał, przez trzaskanie szafkami. To nic, wystarczy, że nie będzie wzniecał ognia. Czasy apokalipsy im sprzyjały ze względu na brak prądu w domu. Odetchnęła z ulgą. Nagromadzonego gazu było na tyle dużo, że spokojnie rozniesie całą tą chałupę.
-Co?-odkrzyknął z góry Cyprian. Chłopak jej nie usłyszał, przez trzaskanie szafkami. To nic, wystarczy, że nie będzie wzniecał ognia. Czasy apokalipsy im sprzyjały ze względu na brak prądu w domu. Odetchnęła z ulgą. Nagromadzonego gazu było na tyle dużo, że spokojnie rozniesie całą tą chałupę.
Usłyszała przeciągnięty jęk na górze. Zombie.
-Ehh... Cyprian sobie poradzi z jednym - pomyślała - przecież ma broń. - I nagle doszło to do niej ma tylko pistolet. Sam stwierdził, że nie umie się posługiwać nożami i inną bronią białą. Szybko wybiegła z mieszkania, przy drzwiach słysząc dźwięk towarzyszący przeładowaniu pistoletu. Po chwili usłyszała wystrzał i eksplozję. Siła wybuchu odepchnęła ją kilka metrów w przód. Podczas lotu poczuła falę gorąca na plecach. Upadła na trawnik i zemdlała. Po paru minutach doszła do siebie i powoli próbowała wstać. To cud, że sztywnych nie było w pobliżu, ale nie ma co się cieszyć. Eksplozja była na tyle głośna, że zaraz ściągnie wszystkie z okolicy. Przy wstawaniu czuła przeszywający ból pleców i kłucie w okolicy żeber. Pewnie złamała parę przy upadku. Podeszła do pobliskiego drzewa i wzięła grabie. Były dobre do podpierania się i w razie spotkania sztywnych mogła trzymać je na odległość. Skierowała się w stronę mieszkania, w którym się zatrzymali. Wyjęła pistolet i trzymała go w gotowości. Już w połowie drogi zauważyła kilka nadciągających zombie. Były jeszcze daleko, ale mimo to dziewczyna przyśpieszyła i od razu poczuła mocniejszy ból w żebrach. Gdy już była przy drzwiach ostatni raz się odwróciła. Sztywni nadchodzili ze wszystkich stron na ucztę. Szybko zamknęła i zabarykadowała drzwi.
Obejrzała plecy w łazience. Nie wyglądały dobrze, ale lepiej niż sądziła. Zdjęła bluzkę, a raczej strzępy. Kawałki ubrań przyczepiły się do pleców, a oderwanie ich było bardzo bolesne. Poczuła się jakby zdzierała skórę. Nie było to nietrafne odczucie, gdyż ciuchy odchodziły ze skórą. Zabieg oczyszczania dopełniło obfite polewanie wodą. Znalazła w apteczce maść na oparzenia i grubo posmarowała plecy, po czym obandażowała się ciasno bandażami elastycznymi, żeby żebro miało jakieś usztywnienie.
Podeszła do okna sztywni szukali ofiary. Były ich dziesiątki. Ale dziewczyna i tak nie zamierzała wychodzić w najbliższym czasie. Samochód stał bezpiecznie w garażu, a ona w domu. Jeśli będzie zachowywać się cicho trupy w ciągu paru dni rozejdą się, a ona zdąży wyzdrowieć. Ada zasłoniła okna kocami i ręcznikami. Żadne światło czy ruch nie mogło zdradzać jej obecności. Zaczęło robić się coraz zimniej na dworze, ale brunetka nie miała jak napalić w kominku. Była zbyt zmęczona. Założyła więc kilka znalezionych ciuchów i zebrała z całego domu kołdry i różne nakrycia. Czując się w miarę bezpiecznie, otulona w kilka kołder położyła się spać z nożem w gotowości.
Podeszła do okna sztywni szukali ofiary. Były ich dziesiątki. Ale dziewczyna i tak nie zamierzała wychodzić w najbliższym czasie. Samochód stał bezpiecznie w garażu, a ona w domu. Jeśli będzie zachowywać się cicho trupy w ciągu paru dni rozejdą się, a ona zdąży wyzdrowieć. Ada zasłoniła okna kocami i ręcznikami. Żadne światło czy ruch nie mogło zdradzać jej obecności. Zaczęło robić się coraz zimniej na dworze, ale brunetka nie miała jak napalić w kominku. Była zbyt zmęczona. Założyła więc kilka znalezionych ciuchów i zebrała z całego domu kołdry i różne nakrycia. Czując się w miarę bezpiecznie, otulona w kilka kołder położyła się spać z nożem w gotowości.
poniedziałek, 2 grudnia 2013
Randez vous z truposzami.
************************************************
Podeszła do śpiących chłopaków cicho jak
myszka. Chwilę ich obserwowała, po czym podeszła do jednego z nich i trzymając
nóż w gotowości, szepnęła:
- wstawaj, kimkolwiek jesteś – Jak się spodziewała, reakcji nie było więc jeszcze raz powtórzyła, tym razem głośniej:
- Wstawaj – Mikołaj obudził się ledwo, wyglądał jak zombie z przekrwionymi oczami. Odezwał się półprzytomnie: - Kim Ty jesteś i jak tu weszłaś, przecież pozamykaliśmy wszystko … - I zasnął ponownie, nim doczekał się na odpowiedź. Dziewczyna nie wytrzymała i wrzasnęła dobitnie:
- Wstawaj, bo Cię pokiereszuję! – Tym razem Mikołaj nie pomylił rzeczywistości ze snem i obudził się. Konrada także obudził donośny głos dziewczyny.
- wstawaj, kimkolwiek jesteś – Jak się spodziewała, reakcji nie było więc jeszcze raz powtórzyła, tym razem głośniej:
- Wstawaj – Mikołaj obudził się ledwo, wyglądał jak zombie z przekrwionymi oczami. Odezwał się półprzytomnie: - Kim Ty jesteś i jak tu weszłaś, przecież pozamykaliśmy wszystko … - I zasnął ponownie, nim doczekał się na odpowiedź. Dziewczyna nie wytrzymała i wrzasnęła dobitnie:
- Wstawaj, bo Cię pokiereszuję! – Tym razem Mikołaj nie pomylił rzeczywistości ze snem i obudził się. Konrada także obudził donośny głos dziewczyny.
- Odpowiadajcie, jak się tu dostaliście?
- Słuchaj, odłóż nóż, to
porozmawiamy – Powiedział spokojnym głosem Konrad.
- Chciałbyś! Nie ma mowy!
– odpowiedziała dziewczyna hardo. Stała zbyt blisko Mikołaja i nie była zbyt
uważna, bo ten wytrącił jej nóż z ręki, ale nie zauważył, że za plecami chowała
jeszcze tasak. Dziewczyna wystraszona, zamachnęła się na młodszego chłopaka.
Mikołaj nie zdążył się odsunąć i został ranny w ucho. Rana duża nie była, ale
krwawiła obficie. Konrad widzac to, rzucił się na dziewczynę i ją obezwładnił.
Związali jej ręce i kazali usiąść na krześle. Wykonała ich polecenie całkiem
niechętnie, ale nie miała wyboru. Męska cześć tej imprezy zaczęła pytać o różne
rzeczy: kim jest, co tu robi, czego chce. Dziewczyna się nie odzywała, co
Mikołaja tylko podburzyło i wziął jej nóż do ręki i:
- Albo zaczniesz mówić, albo
zobaczysz do czego jestem zdolny – mówiąc to przejechał lekko nożem po jej
twarzy. Dziewczyna wystraszyła się, ale milczała nadal.
- Zaczniesz mówić czy
nie?- Podniósł głos chłopak
- A co chcesz wiedzieć
cieciu? – Mikołajowi skoczyło ciśnienie, wbił nóż w stół i wycedził przez zęby:
- Zawsze bądź miła, dlatego kto ma broń.
- Zawsze bądź miła, dlatego kto ma broń.
- Jak chcesz, to mnie
zabij.
- Uwierz, że mogę zrobić coś gorszego, jeżeli będziesz mnie doprowadzać do szewskiej pasji. – Uśmiechnął się. Konrad przyglądał się dotąd milcząco, ale w końcu odezwał się :
- Uwierz, że mogę zrobić coś gorszego, jeżeli będziesz mnie doprowadzać do szewskiej pasji. – Uśmiechnął się. Konrad przyglądał się dotąd milcząco, ale w końcu odezwał się :
- Odpuść jej –
- Ona chciała Nas zabić i
mam za to jej odpuścić?
- Tak, Masz jej odpuścić
– twardo stwierdził Konrad.
- Bo co mi zrobisz? – Mikołaj
był coraz bardziej zły.
- Nic. Zostaw ją i tyle.-
Konrad odsunął młodszego kolegę i odezwał się do dziewczyny:
- Wybacz za niego, ale
jest trochę porywczy. Przez długi czas był sam. Ma dosyć nieprzyjemne
doświadczenia z obcymi. – Dziewczyna na to uśmiechnęła się do Konrada i
odpowiedziała:
- Zdążyłam zauważyć, że
nie do końca jest normalny.
- To może się przedstawisz, i powiesz nam trochę
o sobie? – Zaproponował Konrad.
- Milej by mi się
opowiadało, bez związanych rąk i poczucia braku bezpieczeństwa…
- A no racja – i Starszy
chłopak uwolnił dziewczynę. Mikołaj w Tym czasie stał gdzieś z boku i się
denerwował. Wiedział jednak, że nie może pozwolić swoim instynktom panować nad
sobą.
- Kiran. Jestem Kiran. A
to dom mojej siostry. Kiedy tylko to wszystko- tutaj pokazała rękami wielki
okrąg – się popsuło, zebrałam się w sobie i przybyłam tutaj najszybciej jak
mogłam. Nie było to łatwo i zajęło mi to trochę czasu. Kiedy dostarłam
niestety, nikogo już tutaj nie zastałam. Znając jednak moją siostrę i jej zamiłowania,
wiedziałam, że tutaj będzie mi bezpiecznie. – zakończyła, jakby chcąc jeszcze
coś powiedzieć, jednak po dłuższej chwili, niczego już nie dopowiedziała.
Siedziała ze spuszczoną głową. Mikołaj podszedł do dziewczyny, wziął ją za
rękę, podniósł z krzesła i wytarł łzy. Ona przytuliła się w podzięce, szybko
jednak puszczając chłopaka, przypomniawszy sobie jego wcześniejsze zachowanie.
Mikołaj uśmiechnął się lekko.
- Mam nadzieję, że możemy
Ci zaufać. – Mikołaj w tym momencie wyciągnął rękę do Kiran. Ona pociągnęła
nosem, podała mu swoją i powiedziała:
- Myślę, że nie ma problemu. Jesteście może głodni? W piwnicy mam dużo przetworów, a w spiżarce są konserwy i suszone mięsko. Moja siostra myślała naprawdę o wszystkim.
- Myślę, że nie ma problemu. Jesteście może głodni? W piwnicy mam dużo przetworów, a w spiżarce są konserwy i suszone mięsko. Moja siostra myślała naprawdę o wszystkim.
- Mam nadzieję, że żyje,
bo nie spotkaliśmy na swojej drodze zbyt wielu żywych – Powiedział Konrad do
dziewczyny.
- Myślę, że jak się to
zaczęło to wyjechała, bo brakuje ubrań, rzeczy i samochodu. Chcę, żeby żyła. To
moja jedyna siostra, bliska mojemu sercu.
– Wszyscy razem ruszyli na przeszukanie spiżarki. Chłopcy jeszcze nie do
końca ufali Kiran, dlatego pilnowali jej. Ale jak tylko ujrzeli co ma do
jedzenia, nie mieli obaw. Zabrali się za pałaszowanie jedzenia. Było tam wszystko,
a do popicia pyszny kompot!
Kiedy już szczęśliwi, z
pełnymi brzuszkami odeszli od stołu, poszli położyć się spać. Kolejnego dnia
rano, wstali wyspani i w całkiem dobrych nastrojach usiedli do stołu. Po
zjedzeniu śniadania, zaczęli rozmowę przy kawie, na temat domu i okolic.
Mikołaj, po tym co usłyszał od Kiran, stwierdził, że przydałoby się zrobić
porządny zwiad wioski. Reszta się z nim zgodziła i zaczęli przygotowania do
wyjścia.
W pierwszych domach nie znaleźli nic ciekawego, nawet jakiś dużych ilości zombie nie spotkali. Starali się jednak mimo wszystko zabierać to co mogło przydać się im w przyszłości. Po jeszcze kilku domach natknęli się na dosyć podejrzany dom, bo na podwórku znajdowało się małe stadko chodzących umarlaków, a drzwi do domu były wyrwane z zawiasów. Pozbyli się zombiaków dosyć szybko i cicho, żeby nie sprowadzić ich więcej na siebie. Mikołaj znając obrzydzenie Konrada do ubijania zombie powiedział:
- Wejdę do domu sam i przeszukam go, a wy pilnujcie wyjścia, żeby żaden nas nie zaskoczył.
W pierwszych domach nie znaleźli nic ciekawego, nawet jakiś dużych ilości zombie nie spotkali. Starali się jednak mimo wszystko zabierać to co mogło przydać się im w przyszłości. Po jeszcze kilku domach natknęli się na dosyć podejrzany dom, bo na podwórku znajdowało się małe stadko chodzących umarlaków, a drzwi do domu były wyrwane z zawiasów. Pozbyli się zombiaków dosyć szybko i cicho, żeby nie sprowadzić ich więcej na siebie. Mikołaj znając obrzydzenie Konrada do ubijania zombie powiedział:
- Wejdę do domu sam i przeszukam go, a wy pilnujcie wyjścia, żeby żaden nas nie zaskoczył.
- Chyba śnisz, nie
pozwolę Ci, żebyś zginął przypadkiem, bo zachciało Ci się bohaterować. –
odezwał się dziarsko Konrad. Kiran też wyciągnęła przed siebie swój topór,
stając w bojowej pozie.
- jak tam chcecie, ale
wolałbym Was tutaj. – zniesmaczony chłopak ruszył do domu, od razu kierując się
na schody prowadzące na pierwsze piętro. Coś go przyciągało. Konrad i Kiran
poszli przeszukać parter. Mikołaj szedł przed siebie, ale że dom należał do
tych dużych, to sprawdzał każdy pokój. W pierwszym z brzegu zobaczył dwóch
zombie, kończących swoją ofiarę. Był nią jakiś facet po czterdziestce, a
właściwe już resztki. Mikołaj zabił oba potwory mocnymi machnięciami siekiery,
oraz dobił resztki osobnika zjadanego. Poszedł dalej, do kolejnego
pomieszczenia, gdzie niestety znowu widział tragiczny widok. Następne pokoje
były puste. W przedostatnim pokoju całe stadko zjadało jakąś rodzinę. Smutny
widok, ale najbardziej rozgniewał Mikołaja widok, jak dwa żywe trupy rozrywały
małe ciałko dziecka. Nie mógł tego znieść, wpadł w wielki szał. Jak wpadł do
pokoju, to nic nie mogło go zatrzymać. Część Zombiaków wypatroszył siekierą,
część wykończył nożem. Jednemu wbił nóż głęboko pod gardło, trafiając do mózgu.
Niestety nie zauważył jednego z nich, jedzącego jakąś nogę pod drzwiami. Ale
miał szczęście, Bo Mikołaj i Kiran mieli trochę mniej zabijania na dole i
zdążyli już dojść do chłopaka. Widzieli tą masakrę, którą zrobił i zabili
ostatniego Zombiaka, który miał w zamiarze zjedzenie mordercy swoich
współtowarzyszy. Całą ekipą dobili ruszające się resztki umarłych i kiedy już
wychodzili, Mikołaj usłyszał głos z szafy:
- Czy… czy mogę Wam
zaufać? – cichutki kobiecy głosik, sprawił, że Mikołajowi zjeżyły się włosy na
karku. Otworzył nieufnie szafę, przygotowany do obrony, ale to co zobaczył
sprawiło, że padł na kolana i się rozpłakał.
- To naprawdę Ty? –
spytał dziewczyny. To była Jola, jego dziewczyna, której poszukiwał, nim poznał
Konrada. Dziewczyna podeszła do niego i też przyklęknęła i przytuliła się do
niego. Przez chwilę trwali tak, przytulając się na klęcząco. W końcu oboje
podnieśli się. Mikołaj złapał twarz swojej ukochanej w ręce i pocałował ją. Po
chwili ciszy, Konrad zapytał:
- Czy Ci tutaj i reszta, to Twoja rodzina? – Dziewczyna nie odpowiedziała, tylko smutno pokręciła głową. Nie mogła się patrzeć dokoła, bo od razu zaczynała płakać. Pozbierali się szybko stamtąd i wyszli z domu. Nie mogli tam więcej przebywać, gdyż było to zbyt straszne dla Joli. Po tych przeżyciach nie mieli już sił na dalsze poszukiwania, postanowili więc wrócić do domu Kiran. Było coraz później, dlatego wydał im się to idealny plan. Jola nie wyglądała zbyt dobrze, więc musieli się nią zająć, nakarmić i wesprzeć psychicznie. W końcu poszli spać. Kiran i Konrad pozwolili Mikołajowi i Joli nacieszyć się sobą, więc dali im osobny pokój. Najpierw zakochani rozmawiali przez pół nocy, aż w końcu zasnęli w swoich objęciach.
- Czy Ci tutaj i reszta, to Twoja rodzina? – Dziewczyna nie odpowiedziała, tylko smutno pokręciła głową. Nie mogła się patrzeć dokoła, bo od razu zaczynała płakać. Pozbierali się szybko stamtąd i wyszli z domu. Nie mogli tam więcej przebywać, gdyż było to zbyt straszne dla Joli. Po tych przeżyciach nie mieli już sił na dalsze poszukiwania, postanowili więc wrócić do domu Kiran. Było coraz później, dlatego wydał im się to idealny plan. Jola nie wyglądała zbyt dobrze, więc musieli się nią zająć, nakarmić i wesprzeć psychicznie. W końcu poszli spać. Kiran i Konrad pozwolili Mikołajowi i Joli nacieszyć się sobą, więc dali im osobny pokój. Najpierw zakochani rozmawiali przez pół nocy, aż w końcu zasnęli w swoich objęciach.
Kiedy kolejnego dnia Kiran i Konrad obudzili się, zauważyli że Jola i Mikołaj nawet nie zeszli na dół i prawdopodobnie są jeszcze w łóżku.
- Lepiej ich nie budzić.
Tyle czasu się nie widzieli, że pewnie próbowali nadrobić stracony czas, w
każdy możliwy sposób– powiedziała Dziewczyna i uśmiechnęła się szeroko do
Konrada. Ten roześmiał się, bo zrozumiał częściową aluzję Kiran. Oboje poszli
do kuchni przygotować śniadanie.
- Myślisz, że musimy
zanieść im do łóżka jedzenie? Może są tak wyczerpani, że nie potrafią doczołgać
się na dół – zażartował starszy chłopak.
- Nie. Za dobrze im by
było, jeszcze by się przyzwyczaili… - Kiran pokręciła nosem z uśmiechem i
zaczęła jeść swoje śniadanie. Konrad też nie próżnował. W końcu doczekali się
też na zakochane gołąbki. Dołączyli do posiłku i rozmów o wszystkim i o niczym.
Kiedy już odpoczęli po jedzeniu, starszy z chłopaków stwierdził, że trzeba byłoby przetkać komin, bo coraz zimniej się robi, a cieplej już nie będzie. Dziewczyny zgodziły się, i zaproponowały, że one zajmą się w tym czasie ogarnięciem i posprzątaniem domu.
Chłopcy poszli poszukać drabiny i kiedy udało im się ją odnaleźć, musieli zdecydować, który z nich wejdzie na dach.
Kiedy już odpoczęli po jedzeniu, starszy z chłopaków stwierdził, że trzeba byłoby przetkać komin, bo coraz zimniej się robi, a cieplej już nie będzie. Dziewczyny zgodziły się, i zaproponowały, że one zajmą się w tym czasie ogarnięciem i posprzątaniem domu.
Chłopcy poszli poszukać drabiny i kiedy udało im się ją odnaleźć, musieli zdecydować, który z nich wejdzie na dach.
- Ja mam lęk wysokości. –
Powiedział Mikołaj uprzedzając Konrada, który chciał coś powiedzieć.
- To niesprawiedliwe… Ja
też…. – odpowiedział w końcu. Oboje się uśmiechnęli.
- No to mamy problem. –
Mikołaj przez chwilę myślał, po czym zaproponował grę w marynarzyki. Próbowali
kilka razy i w końcu wypadło na młodszego chłopaka.
- Ni nic no, muszę się
ogarnąć i wykonać zadanie. Ale to był Twój pomysł i to Ty powinieneś tam
wchodzić! – Powiedział Mikołaj do starszego kolegi. W końcu wszedł, chybocząc
się po drabinie i przetkał ten cholerny komin. Kiedy już spocony, skończył i
obaj poszli do domu, okazało się, że dziewczyny prawie kończyły, uszczelniły co
się dało, posprzątały wszystko.
- Wychodzi na to, że my
się opie*dalamy, a dziewczyny są superbohaterkami… - Powiedział Konrad po czym
rzucił się na pomoc dziewczynom. Kiedy już skończyli ogarniać, Mikołaj
powiedział:
- Na sąsiedniej posesji widziałem ładny stos drewna na opał. Może wybierzemy się po to? – Po chwili zastanowienia Konrad pokiwał głową. Więc chłopcy znowu się ogarnęli, przygotowali do wyjścia. Dziewczyny postanowiły ugotować jakiś smaczny obiad w tym czasie.
Najpierw znosili drewno rękoma, ale taka praca była strasznie męcząca i mało bezpieczna, ze względu na szwędające się zdechłe truchła.
- Na sąsiedniej posesji widziałem ładny stos drewna na opał. Może wybierzemy się po to? – Po chwili zastanowienia Konrad pokiwał głową. Więc chłopcy znowu się ogarnęli, przygotowali do wyjścia. Dziewczyny postanowiły ugotować jakiś smaczny obiad w tym czasie.
Najpierw znosili drewno rękoma, ale taka praca była strasznie męcząca i mało bezpieczna, ze względu na szwędające się zdechłe truchła.
- Jakieś 3 domy dalej
widziałem taczkę sporych rozmiarów, może pójdziemy po nią ? – Zaproponował
Mikołaj, kiedy już nie starczało im sił na noszenie. Konrad zgodził się i
poszli po nią. Niestety kiedy weszli na posesję, okazało się, ze nie jest
pusta, jak się najpierw wydawało. Zombiaki zaatakowały chłopców z Nienacka. Nie
zauważyli ich, dlatego nie byli na to przygotowani. Konrad źle sobie stanął, i
pod naporem ciał coś mu stało się w stopę. Jednego z żywych trupów udało się mu
ubić, ale drugiego jakoś nie potrafił trafić. Mikołaj miał o tyle łatwiej, że
jego atakujący był w gorszym stanie, więc wbicie się w czaszkę było prostsze.
Udało mu się z nim uporać bardzo szybko i rzucił się na pomoc starszemu
koledze. Zabił ostatniego z tych potworów i podał rękę Konradowi, by pomóc mu
wstać. Ten syknął z bólu.
- Nic Ci nie jest? –
Zapytał Mikołaj.
- Chyba skręciłem sobie
kostkę. – Obaj zamilkli w poszukiwaniu jakiegoś wyjścia.
- Wiesz co, wezmę jakiś
kij i dojdę jakoś do domu – Powiedział po chwili Konrad i zaczął rozglądać się
po podwórku. Mikołaj jednak go wyprzedził i dał mu do ręki kij, który leżał
obok chłopaka. Ruszyli do domu, jednak starszy chłopak szedł bardzo powoli, a
to sprawiało, że stawali się łatwym celem dla zombie. Mikołaj nie wytrzymał i
głosem nie znoszącym sprzeciwu powiedział:
- Wsiadaj na taczkę, zawiozę Cię. Będzie szybciej i zdążę jeszcze zwieść resztę drewna. – Konrad chcąc, nie chcąc musiał wtaszczyć się na taczkę. W tym powozie dojechali szybko pod dom, a tam już stały niecierpliwiące się na powrót chłopaków dziewczyny.
- Co się stało!? – Zapytała zdenerwowana Kiran, Kiedy ujrzała tą scenę.
- Wsiadaj na taczkę, zawiozę Cię. Będzie szybciej i zdążę jeszcze zwieść resztę drewna. – Konrad chcąc, nie chcąc musiał wtaszczyć się na taczkę. W tym powozie dojechali szybko pod dom, a tam już stały niecierpliwiące się na powrót chłopaków dziewczyny.
- Co się stało!? – Zapytała zdenerwowana Kiran, Kiedy ujrzała tą scenę.
- Nic takiego, małe
randez vous z truposzami. A mi noga musiała wysiąść – próbował uśmiechnąć się
Konrad. Jakoś zwlókł się z taczki i z pomocą Kiran wszedł do domu. Mikołaj
ruszył z taczką do wyjścia.
- Stój! A Ty dokąd? –
Jola zatrzymała swojego chłopaka. Jednak ten delikatnie zdjął jej dłoń ze
swojego ramienia. Odwrócił się do niej, przytulił i powiedział:
- Idzie zima, zamarzniemy bez drewna, a kto teraz, jak nie ja ma to załatwić? – Po czym wypuścił ją z objęć i ruszył wykonać swoje zadanie.
- Idzie zima, zamarzniemy bez drewna, a kto teraz, jak nie ja ma to załatwić? – Po czym wypuścił ją z objęć i ruszył wykonać swoje zadanie.
Zwiózł całe drewno, był
zmęczony niemiłosiernie. Ale pamiętał o tym, by zamknąć bramę za sobą i
nastawić pułapki. Wchodząc do domu, zamknął za sobą drzwi i ruszył do pokoju,
by się położyć. Jola poszła za chłopakiem, chcąc dowiedzieć się jak się czuje. Zasnął zmęczony koszmarnie, a dziewczyna położyła się obok niego i
także poszła spać. Reszta grupy też położyła się i zasnęła, bo dzień był bardzo
męczący, a kolejne miały być jeszcze gorsze…
sobota, 30 listopada 2013
Otoczeni cz. 1
– No już, obudź się! – Ktoś potrząsał nim mocno. Z trudem rozchylił powieki i niemal natychmiast tego pożałował; przez ogromne okna wlewało się do pokoju niezwykle jasne światło, aż oczy bolały. Zamrugał kilkakrotnie, by przyzwyczaić się do zmiany, po czym skupił się na Oli. Wyraz jej twarzy sprawił, że niemal natychmiast się otrzeźwiał.
– Co jest? – zapytał, będąc już niemal pewnym, że nie spodoba mu się to, co usłyszy.
– Sztywni. Otoczyły dom.
– Szlag. – natychmiast się podniósł i rozejrzał dookoła w poszukiwaniu broni. Ola podała mu jego karabin bez słowa.
Kątem oka zauważył, że cały ich dobytek – spakowany w nowe, zdecydowanie większe plecaki – jest już gotowy do drogi. Pytanie było tylko jedno: jak się stąd wydostać?
– Jak bardzo jest źle? – spytał, posyłając dziewczynie zmartwione spojrzenie.
– Chodź i sam zobacz.
Poprowadziła go ku schodom.
***
– Jak mogliśmy zapomnieć o sprawdzeniu ogrodzenia?!
Z pierwszego piętra można było dostrzec znacznie więcej niż z parteru. Po ogrodzie krążyła cała horda zimnych, co najmniej trzydzieści ciał. Nie wyglądało to zbyt obiecująco. Chłopak cały czas próbował przeanalizować ich sytuację, znaleźć jakieś wyjście. Skąd wzięło się ich tyle, skoro wczoraj nie zauważyli ani jednego?
– Daj spokój. Nie ma sensu obrzucać się teraz oskarżeniami. – W głosie Oli słychać było wyraźne znużenie. – Żadne z nas nie miało do tego głowy po... Sam przecież wiesz.
O tak, pamiętał. Mały mutant, który rozszarpał brzuch swojej matce, by wyjść na zewnątrz. Ten widok istotnie był wstrząsający. Wytrąciła ich z równowagi świadomość, że te kreatury mogą przechodzić na kolejny poziom, że to może coś więcej, niż tylko pojedynczy przypadek; lecz nie usprawiedliwiało to kompletnego braku ostrożności, jakim się wykazali. Teraz Piotrek widział, jak bardzo niebezpieczne były takie pomyłki. Poprzysiągł sobie, że nigdy więcej nie dopuści, by sytuacja tak bardzo wymknęła się spod kontroli przez zwyczajną głupotę. O ile wyjdą z tego żywo.
– Więc... Jakieś propozycje? – zapytał w końcu, by przerwać panującą ciszę.
Ola jedynie pokręciła głową, z ponurą miną przyglądając się sztywnym na podjeździe.
– W takim razie rozejrzyjmy się po domu. Może uda nam się znaleźć coś przydatnego – powiedział Piotrek, siląc się na lekki ton. Sam jednak nie był przekonany co do powodzenia tego przedsięwzięcia. Na chwilę obecną sytuacja wydawała się tragiczna.
Sprawdzili kuchnię i spiżarnię, lecz oprócz zepsutego jedzenia nie znaleźli nic, co byłoby w jakikolwiek sposób jadalne. Nie mogli liczyć na to, że uda im się przeczekać i wyjść w najbardziej dogodnym momencie; nigdy nie było wiadomo, ile trzeba by było czekać na poprawę sytuacji, a biorąc pod uwagę fakt, że nie mieli praktycznie żadnego prowiantu, trzeba było przygotować się na scenariusz znacznie bardziej niebezpieczny – starcie ze sztywnymi na zewnątrz.
Nieproszony gość
Wychodząc z mieszkania zauważyła faceta grzebiącego w jej samochodzie. Przetarła oczy. To nie były omamy. Żywy człowiek zainteresował się jej kamperkiem. Musiała działać szybko, żeby to ona wyszła żywo z tej sytuacji. Szatyn chyba nie spodziewał się przybysza, żywego lub też nie w pełni, gdyż zostawił otwarte na oścież drzwiczki. Brunetka wyciągnęła pistolet i wślizgnęła się do pojazdu.
-Stój, odłóż wszystko co masz w rękach i wyjmij broń. Tylko nie próbuj żadnych sztuczek, chyba, że chcesz zarobić kulkę w łeb - powiedziała do odwróconego mężczyzny. Ten wykonał polecenie i powoli się odwrócił. Wyglądał na nieletniego, miał może szesnaście, siedemnaście lat.
-Spokojnie, nie chciałem okraść osoby, która walczy o przeżycie. Myślałem, że ktoś zostawił wóz, a później został zjedzony -powiedział drżącym głosem.
-No, teraz już wiesz, więc zapraszam do drzwi i miłej drogi - stwierdziła opryskliwie i wskazała drzwi.
-Czekaj, chcesz mnie wystawić na pastwę sztywnych? - spytał.
-Radziłeś sobie tyle czasu, więc teraz też sobie poradzisz - powiedziała - a teraz idź, trochę mi się spieszy.
-Jestem Cyprian. Proszę cię, pomóż mi - rzekł i wyciągnął do niej rękę.
-Dlaczego miałabym ci pomagać?
-Ponieważ sam sobie nie poradzę. Chcesz mieć żywą osobę na sumieniu? Przecież wiesz, że długo sobie nie poradzę.
Dziewczyna musiała się zastanowić. Obcy chłopak nie próbował jak do tej pory zabić jej, ale to mogła być pułapka. Mógł tylko sprawiać wrażenie nieszkodliwego i przyjaznego, a tak naprawdę mógł tylko czekać, aż brunetka straci czujność. Czy mogła mu ufać? Może powinna spróbować. W końcu w grupie siła, jak to mówią. Schowała broń i zbliżyła się do gościa.
-Ada - powiedziała i uścisnęła dłoń chłopaka.
-Czyli grupa? - spytał widocznie rozluźniony.
-Wole określenie tymczasowy sojusz.
Dziewczyna wzięła puszkę fasoli i podała chłopakowi. Przejrzała też broń, którą miał. Nic specjalnego rewolwer i nożyk wielkością przypominający scyzoryk. Była zdumiona jak z tym orężem przetrwał. Według niej przy pierwszym spotkaniu byłby już trupem.
-Więc, ile sztywnych zabiłeś tym nożykiem? - podjęła rozmowę.
-Ani jednego, strzelałem do nich. To jest zabezpieczenie w razie najgorszego - odpowiedział zajadając się fasolką.
-Raczej marne - ucięła.
Usiadła na miejscu kierowcy i odpaliła wóz. Trochę minęło zanim zaskoczył, ale była do tego przyzwyczajona. Gruchot zaczął się psuć już kilka tygodni temu. Nie była mechanikiem, więc nie wnikała co dokładnie się dzieje pod maską. Najważniejsze było, że jeszcze jeździł.
Ruszyła przed siebie, zapuszczając się głębiej w Łódź. Musiała znaleźć coś do jedzenia, zapasy będą kończyły się szybciej w dwie osoby. Nie chciała zapuszczać się w przesyconą sztywnymi Łódź, ale sytuacja, ją do tego zmusiła. Na szczęście mała grupa miała swoje plusy, o wiele łatwiej można było zabijać zombie.
-Stój, odłóż wszystko co masz w rękach i wyjmij broń. Tylko nie próbuj żadnych sztuczek, chyba, że chcesz zarobić kulkę w łeb - powiedziała do odwróconego mężczyzny. Ten wykonał polecenie i powoli się odwrócił. Wyglądał na nieletniego, miał może szesnaście, siedemnaście lat.
-Spokojnie, nie chciałem okraść osoby, która walczy o przeżycie. Myślałem, że ktoś zostawił wóz, a później został zjedzony -powiedział drżącym głosem.
-No, teraz już wiesz, więc zapraszam do drzwi i miłej drogi - stwierdziła opryskliwie i wskazała drzwi.
-Czekaj, chcesz mnie wystawić na pastwę sztywnych? - spytał.
-Radziłeś sobie tyle czasu, więc teraz też sobie poradzisz - powiedziała - a teraz idź, trochę mi się spieszy.
-Jestem Cyprian. Proszę cię, pomóż mi - rzekł i wyciągnął do niej rękę.
-Dlaczego miałabym ci pomagać?
-Ponieważ sam sobie nie poradzę. Chcesz mieć żywą osobę na sumieniu? Przecież wiesz, że długo sobie nie poradzę.
Dziewczyna musiała się zastanowić. Obcy chłopak nie próbował jak do tej pory zabić jej, ale to mogła być pułapka. Mógł tylko sprawiać wrażenie nieszkodliwego i przyjaznego, a tak naprawdę mógł tylko czekać, aż brunetka straci czujność. Czy mogła mu ufać? Może powinna spróbować. W końcu w grupie siła, jak to mówią. Schowała broń i zbliżyła się do gościa.
-Ada - powiedziała i uścisnęła dłoń chłopaka.
-Czyli grupa? - spytał widocznie rozluźniony.
-Wole określenie tymczasowy sojusz.
Dziewczyna wzięła puszkę fasoli i podała chłopakowi. Przejrzała też broń, którą miał. Nic specjalnego rewolwer i nożyk wielkością przypominający scyzoryk. Była zdumiona jak z tym orężem przetrwał. Według niej przy pierwszym spotkaniu byłby już trupem.
-Więc, ile sztywnych zabiłeś tym nożykiem? - podjęła rozmowę.
-Ani jednego, strzelałem do nich. To jest zabezpieczenie w razie najgorszego - odpowiedział zajadając się fasolką.
-Raczej marne - ucięła.
Usiadła na miejscu kierowcy i odpaliła wóz. Trochę minęło zanim zaskoczył, ale była do tego przyzwyczajona. Gruchot zaczął się psuć już kilka tygodni temu. Nie była mechanikiem, więc nie wnikała co dokładnie się dzieje pod maską. Najważniejsze było, że jeszcze jeździł.
Ruszyła przed siebie, zapuszczając się głębiej w Łódź. Musiała znaleźć coś do jedzenia, zapasy będą kończyły się szybciej w dwie osoby. Nie chciała zapuszczać się w przesyconą sztywnymi Łódź, ale sytuacja, ją do tego zmusiła. Na szczęście mała grupa miała swoje plusy, o wiele łatwiej można było zabijać zombie.
środa, 20 listopada 2013
"Jaka grobowa atmosfera"
Najpierw wyjaśniam, że notka częściowo
pisana była przez Mikołaja (tak, ta postać z tych postów), a częściowo przeze
mnie :). Plan był na początku taki, że Mikołaj miał napisać całą, ja miałam
tylko poprawić błędy. Ale co nie co mi nie pasowało, coś tam mi nie grało.
Moja wyobraźnia zaczęła pracować, a coś tam jeszcze Mikołaj przekombinował no i
powstało, to co będziecie za chwilę czytać. MIŁEGO:)
P.S. Mikołaj, nie złość się na mnie ;)
Kiedy już Mikołaj zasnął, Konrad postanowił wyczyścić broń i ogarnąć to miejsce. Pamiętał, że drzwi między sklepem, a mieszkaniem się nie domykały, więc trzeba byłoby zrobić jakieś umocnienia i pułapki na ewentualne zombie czy ludzi, bo w tych czasach nikomu nie można ufać . Ledwie co wziął się do pracy, a usłyszał jakieś dziwne dźwięki, jakby trzask pękającej szyby. Od razu wiedział, że sytuacja nie jest za ciekawa, bo witryna sklepu była cała ze szkła, więc prawdopodobnie w jakiś sposób, zombiaki dostały się do środka. Zdecydowanie była to duża grupa sztywnych, po tym jakie słyszał dźwięki, a że nie mieli żadnych pułapek, to Konrad był zmuszony szybko obudzić Mikołaja. Ten zapytał się co się stało.
Kiedy już Mikołaj zasnął, Konrad postanowił wyczyścić broń i ogarnąć to miejsce. Pamiętał, że drzwi między sklepem, a mieszkaniem się nie domykały, więc trzeba byłoby zrobić jakieś umocnienia i pułapki na ewentualne zombie czy ludzi, bo w tych czasach nikomu nie można ufać . Ledwie co wziął się do pracy, a usłyszał jakieś dziwne dźwięki, jakby trzask pękającej szyby. Od razu wiedział, że sytuacja nie jest za ciekawa, bo witryna sklepu była cała ze szkła, więc prawdopodobnie w jakiś sposób, zombiaki dostały się do środka. Zdecydowanie była to duża grupa sztywnych, po tym jakie słyszał dźwięki, a że nie mieli żadnych pułapek, to Konrad był zmuszony szybko obudzić Mikołaja. Ten zapytał się co się stało.
-Nie mamy czasu na gadanie, na dole mamy
sporą chordę sztywnych ! - Mikołaj od razu zaczął myśleć co robić .Konrad lekko
się zdenerwował, bo bardzo nie lubił walczyć z umarłymi.
- Na co ty czekasz ?
- Myślę jak ich wszystkich zwabić w jedno
miejsce i zabić.
- Ty chyba zwariowałeś! Ich jest tam ze trzydzieści.
- Ty chyba zwariowałeś! Ich jest tam ze trzydzieści.
-Spokojnie już wiem co zrobimy – po czym,
młodszy chłopak, wziął na szybko mu zobrazował swój plan na stole , przy użyciu
kilku starych płatków śniadaniowych i długopisów. Konradowi spodobał się pomysł
Mikołaja i się zgodził . Zombie już od kilkunastu sekund przedostawały się do
mieszkania,Mikołaj zdążył tylko kiwnąć głową do Konrada, aby ten pamiętał plan,
gdy zombie znalazły się w korytarzu naprzeciw kuchni. Ale taki był plan, żeby
Zombie znalazły się w ciasnym przejściu. Mikołaj z siekierą zaatakował przód
pochodu. Dawał sobie nieźle radę i szło mu to sprawnie, dlatego Konrad ze swoim
średnim uwielbieniem ubijał tych, którzy w jakiś sposób mijali rąbankę
młodszego chłopaka. Mózgi rozwalały się na ścianie, było słychać chrupot
kości. Tu i ówdzie widać było widać jakąś krew i wnętrzności zdechlaków. Obaj
zmęczyli się znacznie, ale wybili całą grupę. Po skończonej robocie Konrad
spojrzał na Mikołaja całego we krwi i innych wewnętrznych płynach, uśmiechnął
się i powiedział:
- Zdecydowanie nie jesteś normalny! – Chłopak na to roześmiał się w głos i odpowiedział:
- Uwierz, mój lekarz też tak twierdził.
- Zdecydowanie nie jesteś normalny! – Chłopak na to roześmiał się w głos i odpowiedział:
- Uwierz, mój lekarz też tak twierdził.
Szybko zabarykadowali drzwi i okna tak żeby
już nic ich nie zaskoczyło. Na tyle na ile im się udało, umyli się, ubrali w ubrania
znalezione w szafach, ale tej nocy już nie zasnęli. Rozmawiali tylko o tym, jak
było kiedyś, przed tym wszystkim. Obaj wspominając swoje rodziny i przeszłość
trochę się zdołowali.
- Ale ja już nie chcę takich niespodzianek
jak ta – Mikołaj kręcił głową na wspomnienie niedawnych zdarzeń
- Ja też nie mam zamiaru tego przechodzić,
mimo że nie było tragedii, ale w końcu nie wiadomo kiedy się człowiekowi noga
podwinie.
- Trzeba znaleźć nowe, dogodne miejsce, w
którym moglibyśmy czuć się bezpiecznie.
Konrad pokiwał głową i zgodził się z
towarzyszem. Gdy tylko zrobiło się widno, spakowali znalezioną broń, jedzenie i
różne przydatne rzeczy. Uzbroili się i wyruszyli w poszukiwaniu nowego miejsca
zdatnego do dłuższego pobytu. Jadąc samochodem milczeli dosyć długo, jednak w
momencie jak zabrakło im paliwa, rozgadali się niemiłosiernie. Każdy z nich
miał jakiś plan i żaden nie chciał dać się przegadać. W końcu ustalili, że
pójdą na piechotę, przez las. Kiedy ustalili szczegóły ruszyli przed siebie.
Przez pierwsze godziny drogi, wiało nudą, ale kiedy tylko wyszli z lasu
znaleźli miejsce idealne. W każdym razie, na początku tak im się wydawało.
Posesja była czysta i zadbana, weszli więc i faktycznie na podwórku nie było
zombie, ale gdy spojrzeli przez okna, ujrzeli tragedię tego miejsca. Patrząc na
siebie, stwierdzili, że nie mogli by mieszkać w takim miejscu. Co prawda
sztywnych nie było za wielu, ale zmasakrowanych ciał dzieci i dorosłych było
sporo. Prawdopodobnie było to przedszkole.
- Jaka grobowa atmosfera – Zażartował
nieumiejętnie Mikołaj. Kiedy Konrad nie zareagował, wzruszył tylko ramionami.
Nie zostało im nic innego jak ruszyć w dalsza drogę. Kilka kilometrów dalej,
trafili na jakąś małą wioskę. Mikołaj gdy zobaczył dom na skraju lasu ucieszył
się strasznie:
-To jest to! – uśmiechnął się triumfalnie pokazując ręką Konradowi to, co sam zobaczył. Weszli przez bramę i zdecydowanie im się spodobało. Starszy chłopak klasnął cicho w ręce i uśmiechnął się, na co Mikołaj powiedział, że muszą i tak trochę popracować, żeby zrobiła się z tego twierdza nie do zdobycia. Nim weszli do domu ogarnęli plac, wzmocnili płot i zrobili kilka łatwych pułapek. Pracy nie mieli zbyt wiele, bo ogrodzenie było wysokie i solidne, jedynie połatali mniejsze dziury i wykonali coś, w rodzaju wieży strażniczej dla jednej osoby. Niby prosta konstrukcja, ale idealnie nadawała się do założonej wcześniej funkcji . Spojrzeli dumni na to co udało im się zrobić i w tym momencie uświadomili sobie, że robi się coraz ciemniej, a zombiaków wkoło, jakby coraz więcej. Chłopcy nie sprawdzili jeszcze domu dokładniej, ale to co widzieli przez okna, było zachęcające. Mikołaj wykazał się swoimi zdolnościami i otworzył drzwi wytrychem nie niszcząc zamaka .Konradowi, aż mowę odjęło, taki był zaskoczony zdolnościami młodszego kolegi.
-To jest to! – uśmiechnął się triumfalnie pokazując ręką Konradowi to, co sam zobaczył. Weszli przez bramę i zdecydowanie im się spodobało. Starszy chłopak klasnął cicho w ręce i uśmiechnął się, na co Mikołaj powiedział, że muszą i tak trochę popracować, żeby zrobiła się z tego twierdza nie do zdobycia. Nim weszli do domu ogarnęli plac, wzmocnili płot i zrobili kilka łatwych pułapek. Pracy nie mieli zbyt wiele, bo ogrodzenie było wysokie i solidne, jedynie połatali mniejsze dziury i wykonali coś, w rodzaju wieży strażniczej dla jednej osoby. Niby prosta konstrukcja, ale idealnie nadawała się do założonej wcześniej funkcji . Spojrzeli dumni na to co udało im się zrobić i w tym momencie uświadomili sobie, że robi się coraz ciemniej, a zombiaków wkoło, jakby coraz więcej. Chłopcy nie sprawdzili jeszcze domu dokładniej, ale to co widzieli przez okna, było zachęcające. Mikołaj wykazał się swoimi zdolnościami i otworzył drzwi wytrychem nie niszcząc zamaka .Konradowi, aż mowę odjęło, taki był zaskoczony zdolnościami młodszego kolegi.
- Musisz mnie kiedyś tego nauczyć. –
powiedział więc tylko i weszli do domu. Był to duży, ale przytulny dom.
Pachniało w nim rodzinnością i od razu poczuli się jak u siebie. Byli już
bardzo zmęczeni, a w salonie był bardzo przyjemnie wyglądający komplet
wypoczynkowy. Przez to wszystko, zapomnieli sprawdzić górę domu. Zdążyli tylko
pozasuwać rolety antywłamaniowe, pozamykać drzwi i zasnęli obaj.
Kiedy spali już dobrą chwilę, a na zewnątrz wieczór zamienił się w ciemną i ponurą noc, ciche odgłosy z góry pomału przemieszczały się w stronę schodów. Powolnym tupotem znalazł się na dole schodów i ucichł.
Kiedy spali już dobrą chwilę, a na zewnątrz wieczór zamienił się w ciemną i ponurą noc, ciche odgłosy z góry pomału przemieszczały się w stronę schodów. Powolnym tupotem znalazł się na dole schodów i ucichł.
Dziewczyna stanęła, lekko pochylona, z
nożem w jednej ręce i tasakiem w drugiej. Jej długi, kasztanowy warkocz huśtał
się na plecach i po chwili też znieruchomiał. W zielonych oczach dziewczyny,
krył się jakiś podejrzany błysk…
Strzelnica
Dziewczyna w kitce wyszła z jednego z
domów, niestety nic w nim nie znalazła, prócz umarlaka i kilku siekierek do
rąbania drewna. Widać było, że rodzina, która tam mieszkała nie należała do
zbyt bogatych.
Oskubane ściany, kable elektryczne przeciągnięte przez cały dom "na lewo". Zamiast drzwi do pokoi, zawieszone były jakieś zasłonki. Nic więc dziwnego, że nie znalazła żadnej broni, żadnego dobrego noża. Wszystkie wyglądały, jak do obierania ziemniaków. Na szczęście, wzięła ze sobą dwie duże torby z bronią. Większość arsenału składała się z broni białej, ale nie brakowało tam pistoletów, karabinów i strzelb. Posiadała również dosyć sporo amunicji, a to wszystko dzięki temu, że mieszkała niedaleko strzelnicy, na której trenowali cywile jak i wojskowi. Ada też ćwiczyła tam strzelanie, wraz ze swoim tatą. Jednak strzelnica była tylko przykrywką dla wielkiego magazynu z wyposażeniem wojska. Mimo tajności tych informacji, dziewczyna z wrodzoną ciekawością, poznała wszystkie informacje na ten temat.
Oskubane ściany, kable elektryczne przeciągnięte przez cały dom "na lewo". Zamiast drzwi do pokoi, zawieszone były jakieś zasłonki. Nic więc dziwnego, że nie znalazła żadnej broni, żadnego dobrego noża. Wszystkie wyglądały, jak do obierania ziemniaków. Na szczęście, wzięła ze sobą dwie duże torby z bronią. Większość arsenału składała się z broni białej, ale nie brakowało tam pistoletów, karabinów i strzelb. Posiadała również dosyć sporo amunicji, a to wszystko dzięki temu, że mieszkała niedaleko strzelnicy, na której trenowali cywile jak i wojskowi. Ada też ćwiczyła tam strzelanie, wraz ze swoim tatą. Jednak strzelnica była tylko przykrywką dla wielkiego magazynu z wyposażeniem wojska. Mimo tajności tych informacji, dziewczyna z wrodzoną ciekawością, poznała wszystkie informacje na ten temat.
Gdzieś na początku tej całej apokalipsy,
dziewczyna i jej ojciec, zakradli się tam, by zdobyć potrzebne im
zabezpieczenie. Musieli dostać się do podziemi, gdzie znajdował się wielki
bunkier. Brunetka była przekonana, że był przeciwatomowy. Myśleli, że wezmą
tylko broń palną, ale po przemyśleniach, mężczyzna stwierdził, że broń biała
też może się przydać. Epidemia może potrwać dłużej, a wtedy może okazać się, że
amunicji im nie wystarczy.
Więc załadowali najróżniejszą broń białą zaczynając od mieczy, poprzez maczety, na wielkich toporkach i siekierach kończąc. Oczywiście trzeba było zabrać też broń cichą na wypadek polowań, a zdecydowanie lepiej strzelać do zwierząt z łuku, by nie musieć potem spożywać mięsa z posmakiem metalu. Poszli więc do schowka strzelnicy i zabrali kilka łuków, mnóstwo strzał oraz kołczany. Pośpiesznie wrócili do domu, wiedząc, że wojsko może lada chwila przyjść. Mieli nadzieję, że nie zauważą lekkiego ubytku, w końcu mieli mnóstwo broni. Kto by liczył broń w sytuacji kryzysowej. A taka była, ponieważ wyświetlane przez media komunikaty i sceny z ulic miast były tak drastyczne, że księgowi raczej nie będą się tym zajmować.
Więc załadowali najróżniejszą broń białą zaczynając od mieczy, poprzez maczety, na wielkich toporkach i siekierach kończąc. Oczywiście trzeba było zabrać też broń cichą na wypadek polowań, a zdecydowanie lepiej strzelać do zwierząt z łuku, by nie musieć potem spożywać mięsa z posmakiem metalu. Poszli więc do schowka strzelnicy i zabrali kilka łuków, mnóstwo strzał oraz kołczany. Pośpiesznie wrócili do domu, wiedząc, że wojsko może lada chwila przyjść. Mieli nadzieję, że nie zauważą lekkiego ubytku, w końcu mieli mnóstwo broni. Kto by liczył broń w sytuacji kryzysowej. A taka była, ponieważ wyświetlane przez media komunikaty i sceny z ulic miast były tak drastyczne, że księgowi raczej nie będą się tym zajmować.
Aktualnie znajdowała się, o ile dobrze
się orientowała w mapie samochodowej, na obrzeżach Łodzi. Starała się nie
wjeżdżać w samo centrum miasta i bardziej zabudowane tereny, bo tam kiedyś
mieszkało dużo ludzi, a teraz prawdopodobnie znajdowało się wiele chodzących
zombie.
Za każdym razem, dziękowała bogu, że miała całą tą broń, kiedy wyruszała na poszukiwanie pożywienia. Bez takich dodatków nie przeżyła by zbyt długo w złych czasach. Posiadła także małego kamperka, którym całkiem spokojnie przemierzała ulice miast.
Za każdym razem, dziękowała bogu, że miała całą tą broń, kiedy wyruszała na poszukiwanie pożywienia. Bez takich dodatków nie przeżyła by zbyt długo w złych czasach. Posiadła także małego kamperka, którym całkiem spokojnie przemierzała ulice miast.
Zatrzymała samochód w dogodnym , mało
widocznym miejscu i ruszyła na przeszukiwanie
terenów. Przechodziła od domu do domu. A, że to były w większości domu
jednorodzinne z ogródkiem, znajdowała tam solidne siekiery przydatne do walki.
Ale także dużo konserw, co ją ucieszyło, bo konserwy to było to, czego szukała.
Nadawały się do spożywania na ciepło i zimno,a termin przydatności był bardzo
długi. Kolejnym niezłym znaleziskiem był łom, bo dzięki niemu łatwiej można
było otwierać domy. Było to cichsze rozwiązanie, niż na przykład wybijanie szyb
siekierą, czy rozwalanie drzwi. Każdy głośniejszy dźwięk przyciągał zombie.
Przechadzała się tak przez różne posesje, przeglądała rzeczy osobiste, pamiątki, zabijała nieumarłych. I tak do wieczora, wsiadała wtedy w kamperka i jechała. Zapadał zmrok a gwiazdy zaczęły radośnie migotać, jak gdyby chciały powiedzieć "Jesteśmy tu bezpieczne, dołącz do nas. To nic nie kosztuje." Brunetka nie chciała bawić się z gwiazdami i nie miała zamiaru ulec ich pokusom. Obiecała swojemu ojcu, gdy umierał, że będzie próbowała przetrwać i nie zabije się. Chociaż były momenty, kiedy chciała to zrobić. Siedząc w czyimś domu, słuchając w kółko niezłomnego wycia, zaczynała tracić zmysły. Nie raz sięgała po broń i przystawiała do skroni. Trzymając rękę na spuście, zamykała mocno oczy, lecz nie mogła tego zrobić. Obietnic się nie łamie. Nawet w świecie, gdzie jak każdy sądzi, zasady nie obowiązują.
Weszła do oczyszczonego przez nią domu, zostawiając samochód w gotowości na podjeździe. W domu czyściła broń, którą nosiła przy sobie na policyjnym pasie. Dwa pistolety, kilka noży i maczetę. Miała też zawsze przy sobie łuk i kołczan pełen strzał.
Po paru godzinach leżenia na łóżku i rozmyślania, brunetkę w końcu zmorzył sen.
Przechadzała się tak przez różne posesje, przeglądała rzeczy osobiste, pamiątki, zabijała nieumarłych. I tak do wieczora, wsiadała wtedy w kamperka i jechała. Zapadał zmrok a gwiazdy zaczęły radośnie migotać, jak gdyby chciały powiedzieć "Jesteśmy tu bezpieczne, dołącz do nas. To nic nie kosztuje." Brunetka nie chciała bawić się z gwiazdami i nie miała zamiaru ulec ich pokusom. Obiecała swojemu ojcu, gdy umierał, że będzie próbowała przetrwać i nie zabije się. Chociaż były momenty, kiedy chciała to zrobić. Siedząc w czyimś domu, słuchając w kółko niezłomnego wycia, zaczynała tracić zmysły. Nie raz sięgała po broń i przystawiała do skroni. Trzymając rękę na spuście, zamykała mocno oczy, lecz nie mogła tego zrobić. Obietnic się nie łamie. Nawet w świecie, gdzie jak każdy sądzi, zasady nie obowiązują.
Weszła do oczyszczonego przez nią domu, zostawiając samochód w gotowości na podjeździe. W domu czyściła broń, którą nosiła przy sobie na policyjnym pasie. Dwa pistolety, kilka noży i maczetę. Miała też zawsze przy sobie łuk i kołczan pełen strzał.
Po paru godzinach leżenia na łóżku i rozmyślania, brunetkę w końcu zmorzył sen.
niedziela, 17 listopada 2013
Względnie spokój.
Bardzo długo milczeli, jednak taka cisza nie należy do
najprzyjemniejszych, więc Konrad zapytał Mikołaja:
- Co tak sam się włóczysz? Przecież nie jest to bezpieczne. – Chłopak spojrzał na pytającego i po krótkim zastanowieniu odpowiedział:
- Przez pewien czas, ciężko było mi uwierzyć, w to co się stało. Ukrywałem się w domu, do czasu, aż skończyły mi się zapasy jedzenia. Może ze trzy tygodnie? Nie wiem nawet, czas nie był mi sprzymierzeńcem. Potem zgarnąłem mój arsenał broni i postanowiłem wyruszyć przed siebie. Ocknąłem się z tego dziwnego otępienia i postanowiłem odnaleźć jakiś ludzi. Ciężko było, bo każdy jest nieufny. Większość ludzi się ukrywa. A jak się nie ukrywają, to okazuje się, że nie są zbyt przyjaźnie nastawieni. Jedna ekipa ukradła mi całą broń i jedzenie jakie miałem. Niby wiele potrafię, ale jak rzuca się na mnie duża grupa ludzi, to ciężko się obronić. Kilku skrzywdziłem, no ale… Wyrzucili mnie gdzieś, ledwo przeżyłem. Znalazłem tą siekierę i mam jeszcze schowany nóż. Tak oto poznałem Ciebie i siedzę sobie w samochodzie. – zakończył swoją opowieść i uśmiechnął się szelmowsko. Konrad też lekko się uśmiechnął, ale ciągle patrzył przed siebie. Nie wiedział nawet dokąd się kierować. Chętnie odnalazł by jakieś schronienie, bo przecież benzyna kiedyś się skończy.
- Co tak sam się włóczysz? Przecież nie jest to bezpieczne. – Chłopak spojrzał na pytającego i po krótkim zastanowieniu odpowiedział:
- Przez pewien czas, ciężko było mi uwierzyć, w to co się stało. Ukrywałem się w domu, do czasu, aż skończyły mi się zapasy jedzenia. Może ze trzy tygodnie? Nie wiem nawet, czas nie był mi sprzymierzeńcem. Potem zgarnąłem mój arsenał broni i postanowiłem wyruszyć przed siebie. Ocknąłem się z tego dziwnego otępienia i postanowiłem odnaleźć jakiś ludzi. Ciężko było, bo każdy jest nieufny. Większość ludzi się ukrywa. A jak się nie ukrywają, to okazuje się, że nie są zbyt przyjaźnie nastawieni. Jedna ekipa ukradła mi całą broń i jedzenie jakie miałem. Niby wiele potrafię, ale jak rzuca się na mnie duża grupa ludzi, to ciężko się obronić. Kilku skrzywdziłem, no ale… Wyrzucili mnie gdzieś, ledwo przeżyłem. Znalazłem tą siekierę i mam jeszcze schowany nóż. Tak oto poznałem Ciebie i siedzę sobie w samochodzie. – zakończył swoją opowieść i uśmiechnął się szelmowsko. Konrad też lekko się uśmiechnął, ale ciągle patrzył przed siebie. Nie wiedział nawet dokąd się kierować. Chętnie odnalazł by jakieś schronienie, bo przecież benzyna kiedyś się skończy.
- Myślę, że musimy poszukać jakiegoś miejsca do przenocowania,
odpoczynku i nabrania sił. – Powiedział w końcu do Mikołaja.
- Zgadzam się. Głodny jestem od kilku dni. - mijali kilka domów, a znaki pokazywały, że są
niedaleko miasta.
- Może tutaj coś znajdziemy, jeżeli wszystkiego nie rozkradli.- Za
oknem minęli kilku powłóczących nogami umarłych. Już niedaleko, bo coraz więcej
można było spotkać tych istot. Ale nie przejmowali się tym zbytnio. Dopiero jak
będą musieli wysiąść z samochodu, będą mieli ich na głowie, do tego czasu czuli
się bezpiecznie.
Kiedy dojechali do pierwszych budynków, Konrad zatrzymał wóz, przed jakimś małym sklepikiem.
Kiedy dojechali do pierwszych budynków, Konrad zatrzymał wóz, przed jakimś małym sklepikiem.
- Idziemy zobaczyć, czy coś w środku jest do jedzenia – powiedział do
Mikołaja i rzucił mu pistolet.- Postaraj się używać go tylko w konieczności,
nie chcemy zwrócić na siebie uwagi – Powiedział, po czym rozglądając się
wysiadł z wozu. Mikołaj zrobił to samo. Pobiegli ramię w ramię do sklepiku. W
środku zobaczyli dwa zombie. Nie jest źle. Jak tylko znaleźli się w środku, zdechlaki
od razu rzucili się na chłopaków. Mikołaj przez chwilę przyglądał się
zdezorientowany. Co z tego, że znał sztuki walki, co z tego, że wiedział jak
używa się broni. Oni kiedyś byli ludźmi, a zabijanie ludzi nie przychodzi
łatwo. W każdym razie nie normalnym ludziom. Jednak jak zobaczył, że zombie
chce go ugryźć, mechanicznie dźgnął go nożem tak, aby uszkodzić mózg. Konrad
swojego przeciwnika już pokonał i teraz widząc jak Mikołaj zabił swojego
stwierdził:
- Chyba widziałeś dużo filmów o zombie, bo całkiem trafnie oszacowałeś
miejsce które pozwala na ubicie tego gnojka.
- Taa, umarłych w zależności od „rasy” zabija się albo w serce albo w
mózg. Ten nie wyglął, jakby posiadał cokolwiek, ale gdzieś trafić musiałem –
uśmiechnął się do Konrada.
Zaczeli szukać w sklepie jakiegoś jedzenia zdatnego do spożycia. Było
tego trochę, chociaż część już zniknęła z półek. Poszli jeszcze na zaplecze.
Zza półki zaatakowało ich jedno wielkie, grube paskudne zdechłe
cielsko. Nie zauważyli go wcześniej, dlatego obalił się na Konrada. Bronił się
przed nim jak tylko mógł. Drugi chłopak zareagował szybko. Rzucił się na zdechlaka
i ramieniem zepchnął z kompana. Podał mu rękę i podniósł z ziemi. Obaj ruszyli
na zombie i zabili.
- Całkiem nieźle idzie nam współpraca – Powiedział młodszy chłopak
wycierając nóż o jakąś szmatę. Rozglądając się znaleźli bardzo dużo przydatnych
rzeczy. I jedzenie i picie i nawet broń znaleźli na tyłach sklepiku.
- Może sprawdzimy jak wygląda dom nad sklepem? Prawdopodobnie należał
do tych tam, których się pozbyliśmy. Może będziemy mogli tutaj przenocować?-
Zastanawiał się na głos Konrad. Mikołaj mu przytaknął, więc ruszyli w kierunku
drzwi, które mogły prowadzić do mieszkania. Szli razem, blisko siebie,
rozglądając się dokładnie. Nie mogli niczego przeoczyć, bo to mogło kosztować
ich życie.
Jak się spodziewali, dom był pusty. Przeglądając go, domyślili się, że
było tutaj jeszcze dziecko, ale nie znaleźli ani ciała, ani zombie, więc
stwierdzili obaj, że dziecko albo żyje i jest gdzieś daleko, albo zgineło poza
domem. Konrad znalazł barek z alkoholem. Kiedy pokazał go Mikołajowi, ten
całkiem się z tego ucieszył.
- Przyda nam się trochę zapomnienia, w każdym razie rozluźnienia. –
Powiedział i nalał sobie jednego z trunków do kieliszka.
- Może najpierw coś zjemy? Jest tutaj kuchnia, możemy coś ugotować –
Powiedział Konrad sprawdzając zawartość szafek. Znalazł co trzeba i zrobił
całkiem smaczne danie z tego co posiadali.
Pojedli, popili i postanowili iść spać.
Pojedli, popili i postanowili iść spać.
- Będziemy na zmianę pilnować, żeby nic i nikt nas nie zabił. Śpij
młody, ja przypilnuję teraz chaty.
Jak pomyśleli, tak zrobili, niby względny spokój, a jednak gdzieś w
oddali bardzo dużo się działo…
Subskrybuj:
Posty (Atom)